Please note: the following sample is a simplified text excerpt of this ebook; in order to view its composition, please download a free sample in the EPUB format.
Table of contents
Krystyna Kofta
Jak zdobyć, utrzymać i porzucić mężczyznę
Nowe spojrzenie
W.A.B.
Wydanie III
Warszawa 2011
Współczesne czasy są trochę łaskawsze dla tych ludzi, którzy mają skłonność do własnej płci. Zwłaszcza gdzie indziej. Tolerancja u nas jest ciągle pobożnym życzeniem mało pobożnych osób, bo nikt tak ostro i jadowicie jak osoby pobożne nie potępia wszelkiej inności. Nasz model życia jest pełen obłudy. Lesbijki często ukrywają się same przed sobą, żeby nie komplikować życia rodzinom, mężom i dzieciom. Status oficjalnej lesbijki w naszym cnotliwym kraju jest trudny do przyjęcia, choć istnieje już kilka dyżurnych lesbijek. Trochę więcej gejów. Łatwiej akceptuje się homoseksualistów; od lat szepce się, a nawet mówi głośno w towarzystwie o znanych „pedałach”, artystach, pisarzach, politykach, którzy już dawno zdobyli sobie jakie takie prawa w erotycznym pejzażu. Geje mogą pójść do swego klubu, poczytać własne pismo poświęcone pięknu męskiego ciała. Nawet w tym względzie my, kobiety, mamy mniej praw. Zresztą nie walczymy o nie, gdyż ostracyzm społeczny jest zbyt silny, silniejszy nawet niż lęk przed grzechem.
W sferze seksualnej według Kościoła grzechem jest właściwie wszystko oprócz prokreacji. Trudno się dziwić, jeżeli zbiór zasad tworzą niespełnieni seksualnie mężczyźni żyjący w celibacie i walczący w imię wiary ze swymi namiętnościami. Prawie każda z nas ma jakieś wspomnienie z dzieciństwa, związane z księdzem patologicznie zainteresowanym seksem. W czasie spowiedzi wciąż kluczą wokół tego tematu, emocjonują się tym, kto kogo, kiedy i gdzie dotknął. Chłopcy natomiast często narażeni są na kontakt z księdzem o skłonnościach homoseksualnych. Najzdrowszy, choć grzeszny, jest przysłowiowy związek księdza z własną gosposią. Pewnie już niedługo, gdy zostanie zniesiony celibat, tego rodzaju układ będzie mógł zostać zarejestrowany jako małżeństwo. Pastor i pop mają żony i nie wynika z tego nic złego dla wiary. Przeciwnie, są lepiej wprowadzeni w różnorakie problemy, jakie niosą ze sobą trwałe oficjalne związki, a nie tylko kłopoty z młodą gosposią, z którą sprawa „zaszła” za daleko.
Zmysłowa przyjemność aktu seksualnego jest dopuszczalna jakby przy okazji, pod warunkiem że służy on wyższym celom i odbywa się oczywiście bez użycia środków antykoncepcyjnych, bez perwersji i „po bożemu”, przez co rozumie się pozycję zasadniczą. Jeśli wszystko w tym względzie jest grzechem, nic nie jest grzechem. Człowiek skazany z góry na moralną klęskę, żeby normalnie żyć, bagatelizuje grzech, czyniąc z niego swego stałego towarzysza. Zwłaszcza że może się wyspowiadać i jest OK.
Lesbijskie skłonności są w odczuciu społecznym nawet więcej niż grzechem, są tabu obyczajowym i dlatego dość mało wiemy o liczbie kobiet ze skłonnościami do swojej płci. Ostatnio coś w tej materii drgnęło. W tak zwanej klasie średniej każdy już zna lesbijkę lub kogoś, kto ją zna. Bywają w naszym pejzażu obyczajowym regularne związki lesbijskie. Nawet takie, które mają dzieci i razem je wychowują. Żyje im się łatwiej niż gejom. Bo lesbijskie dziecko uchodzi za „nieślubne”. W naszej kulturze jasne jest, że wychowuje je matka. Gdy dwie kobiety paradują z wózkiem, nikt się nie dziwi. Ot po prostu, dwie koleżanki wyszły na spacer. Bywa też i tak, że dziewczyny homoseksualne wypierają ze świadomości swoją skłonność. Chyba nie wiedzą o tym nawet spowiednicy. Tabu jest wypierane i nie istnieje jako uświadomiony problem psychiczny osoby. Zdaje się jej, że cierpi z całkiem innych powodów. Jest wiele psychicznych lesbijek, czyli kobiet, które najlepiej czują się w bliskości przyjaciółek. Cenią urodę i mądrość kobiet, stawiając je ponad mężczyznami, często nawet ponad swymi kochankami i mężami. Bywają skrajne przypadki braku szacunku, a nawet obrzydzenia, do człowieka, z którym się sypia, z jednoczesnym uwielbieniem dla przyjaciółki uważanej za ostateczną instancję i niekwestionowany autorytet we wszystkich sprawach. Każda z nas zna taką osobę, a może sama jest taka?
– Wiesz, chciałabym mieć żonę. Żyłybyśmy sobie zgodnie, bez żadnych kłopotów. W domu byłoby czysto i cały czas wolny miałabym dla siebie. Jacek mógłby czasem wpaść na obiad, byłoby fajnie razem z nim i dziećmi obejrzeć film, a potem on do siebie i spokój – Katarzyna powiedziała to żartem, ale ten żart wyraża prawdę. Katarzyna zawsze otacza się kobietami i nie przepuści żadnej okazji, żeby podkreślić wyższość kobiety nad mężczyzną. Lubi oglądać stroje przyjaciółek, przymierzać je, lubi, gdy kobiety przebierają się przy niej. Przyjemność sprawia jej piękno ich ciała. Siada zawsze blisko dziewczyn i nie zaniedbuje żadnej okazji, by je objąć czy dotknąć. Nie mówiąc o tym, że pocałunki na powitanie i pożegnanie wcale nie są takie zdawkowe. Kasia jest w tym naturalna, uchodzi za bardzo miłą osobę. Jest bardzo lubiana. W małżeństwie nieszczęśliwa, ale z powodu trojga dzieci nie może się rozwieść. W towarzystwie męża często płacze,w towarzystwie damskim śmieje się i po prostu rozkwita. Nie zdaje sobie sprawy ze swych skłonności. Należy do tych kobiet, które mogłyby żyć bez mężczyzny, gdyby taki model życia był do przyjęcia w jej świecie.
Jeżeli więc należysz do tej grupy i jesteś chwilowo samotna i wolna, nie szykuj się jeszcze do skoku, do polowania na męskiego tygrysa. Pomyśl, czy nie lepiej żyć samotnie, niż kaleczyć się nienawiścią do człowieka, który powinien być ci najbliższy? Przecież on nie wie, dlaczego odwracasz się z obrzydzeniem, gdy chce cię pocałować, nie rozumie, że conocna miłość jest dla ciebie katorgą. Obciążasz go winą za wszystko, co cię spotkało. Może źle trafiłaś? To się zdarza, ale krzywdzisz człowieka niewinnego, który z inną kobietą byłby szczęśliwy. Dzień po dniu, noc po nocy, twoja psychika ulega nieodwracalnej korozji. Codzienna porcja nienawiści jest jak narkotyk. Przyzwyczajasz się do niej i nie potrafisz bez niej żyć. Powoli nienawiść rozciąga się na wszelkie dziedziny życia. Gorzkniejesz i świat wydaje ci się przeżarty złem. Wszędzie widzisz zepsucie i moralny upadek. Na ludzi dobrych patrzysz podejrzliwie, zaczynasz posądzać ich o ukryte złe intencje. Naprawdę lepszy jest smutek samotności, bo z tego smutku, a nawet z czarnej rozpaczy, możesz wejść w prawdziwą radość, jeśli tylko poznasz kogoś odpowiedniego. Z nienawiści natomiast rodzi się gorycz, podłość, a w końcu zbrodnia. Musisz wziąć pod uwagę fakt, że najwięcej morderstw dokonuje się w rodzinie. W domu, a nie w ciemnej ulicy.
Świat jest nam przychylny o tyle, o ile my jesteśmy przychylni światu.
Rozejrzyj się dookoła, może spostrzeżesz jakąś podobną do siebie ofiarę twardych społecznych zasad. Nie ty jedna nie znosisz seksu albo lubisz seks „inny”. Nie wstydź się przyznać do tego. Najpierw przed sobą. To pierwszy krok do osiągnięcia świadomości siebie i do szczęścia w swoim nieszczęściu. Warunkiem szczęścia jest wewnętrzna uczciwość.
Powiedz sobie uczciwie, chcesz zdobyć mężczyznę czy pragniesz świętego spokoju? A może chciałabyś związać się z kobietą? I nie śmiej się z feministek, bo gdyby nie ich babki sufrażystki, siedziałabyś w domu z kilkorgiem dzieci i nie miałabyś do dziś praw wyborczych i własnego konta, a na wyjazd za granicę musiałabyś prosić o pozwolenie męża lub ojca.
Właśnie feministki mają odwagę mówić o tym, o czym ty boisz się pomyśleć. Dziś masz okazję. Pomyśl. Mam nadzieję, że wiesz już, czego chcesz, i że to ustrzeże cię od przypadkowych związków, które sama na sobie wymuszasz po to, żeby udowodnić innym, że jesteś kobietą pożądaną i wygraną. Nie mam złudzeń, że będziesz tak od razu ze sobą szczera, że zmienisz swoje życie po przeczytaniu kilku stron tej książki. Chodzi na razie tylko o to, żebyś zaczęła się zastanawiać, nauczyła brać pod uwagę swoje skłonności i nie kierowała się wyłącznie tym, co o tobie powiedzą inni. Zmieniać się i udoskonalać można tylko poprzez świadomość swoich zalet i wad. Wyższa świadomość celu ułatwi ci zdobycie tego, co chcesz.
Siłę psychiczną zyskuje się, poznając swoje słabości. Siła psychiczna tworzy wyrazistą osobowość i jest potrzebna szczególnie kobiecie. Mówię o tym nie bez powodu, dlatego że mężczyzna prowadzi zwykle bardziej intensywne życie zawodowe niż kobieta. Ucieka w nie przed problemami uczuciowymi i domowymi. To można zauważyć gołym okiem. Najbardziej cierpią kobiety zajmujące się wyłącznie domem. One nie mają dokąd uciec. Nieprzypadkowa więc, choć zaskakująca, jest informacja o tym, że największą liczbę prób samobójczych podejmują właśnie kobiety zwane gospodyniami domowymi czy, jeśli ktoś woli bardziej elegancko, paniami domu. W Ameryce istnieje problem alkoholizmu i narkomanii kobiet, które wychowały dzieci, żyją w dobrych warunkach i korzystają z wszelkich ułatwień oszczędzających czas. Amerykańskie dzieci bardzo wcześnie odlatują z domu. Często mieszkają w odległości tysiąca kilometrów od rodziny. Ich matka zostaje nagle sama. Mąż wraca do domu późnym popołudniem i jest wyczerpany pracą. Nie chce słuchać o kłopotach. Ameryka domowa nie lubi problemów osobistych. Tym zajmują się zawodowcy, psychoanalitycy i terapeuci. Całymi godzinami amerykańska pani domu myśli o zmarnowanym życiu, o tym, że nie ma nic swojego. Uważam to „coś swojego”, czymkolwiek by to było, za niezwykle istotne. Pisałam o tym w Pawilonie małych drapieżców. Moja bohaterka traktowała tajemnice, jakie miała przed mężem, jako „coś swojego” – czasami ratuje to człowieka przed samobójstwem. Jeśli się nic nie ma, zaczyna się na ogół zbyt późno i nazbyt gorączkowo szukać. W internecie trafiamy na randkę w ciemno. Zaczyna się wymiana myśli, głównie erotycznych. Jeśli ktoś wirtualny ci odpowiada, umawiasz się, żeby przestać cierpieć. Mała zdrada przynosi natychmiastową ulgę. A jak się bardzo boisz zdradzać, to sięgasz po szklaneczkę whisky albo trawkę, po marynię, jak pieszczotliwie określało się kiedyś marihuanę. Potem, żeby się ogłuszyć, potrzebna jest już większa zdrada, trwalszy romans, trzy szklaneczki whisky, a zamiast marihuany sięgasz po haszysz, kokę, herę albo raczej po modną ostatnio amfę czy inny „dopalacz”. Znalazłaś to świństwo w plecaku swojego dziecka, które w taki sposób wspomaga się przed testem. Ból pustki i samotności wypełnia opętanie seksualne, otępienie alkoholowe lub halucynacja. Kobiety szukają także duchowego wsparcia w rozmaitych sektach. W Ameryce są ich tysiące. U nas niewiele, ale rynek się na nie otwiera. Piszę o tym, żeby pokazać, że problemy wcale nie biorą się tylko z ciężaru naszego życia, bo choć życie było w dawnym PRL-u znacznie cięższe, to więzi rodzinne czy towarzyskie łączyły nas silniejsze. Przyczyną kłopotów z naszym „ego” prawie zawsze jest brak więzi, niezależny od statusu społecznego. Chcę pokazać, że trzeba znacznie wcześniej przygotować się do samodzielności psychicznej, do której potrzebna jest siła. Tę siłę trzeba znaleźć w sobie i ją pielęgnować, zanim dojdzie do katastrofy. Musisz mieć to „coś swojego”, żeby nie wisieć uczuciowo na swoim mężu, nie „bluszczyć się” na kochanku czy przyjacielu, na swoich dzieciach, rodzicach, przyjaciółkach. Co innego pokrewieństwo uczuciowe, miłość, chęć bycia razem, a co innego uzależnienie od partnera, które w wypadku jego odejścia może doprowadzić do tragedii. Zamiast zwalczać swoje uzdolnienia, hobby czy zamiłowania, uzasadniając to brakiem czasu, trzeba je pielęgnować za wszelką cenę. Ja sama nie jestem bez winy, mam niezwykłą pracę, lubię malować, rysować, mam bogate życie towarzyskie, to z mężem i wspólnymi znajomymi, ale choć pielęgnuję także własne kontakty, to jednak piszę z pozycji osoby nazbyt uzależnionej od swego męża. Taka jest prawda i nieuczciwością byłoby nie przyznać się do tego po latach.
Pytanie drugie:
Czy jesteś już gotowa spojrzeć na siebie krytycznie? I proszę, nie wmawiaj mi i sobie samej, że robisz to zawsze, bo i tak nie uwierzę. Krytyczne spojrzenie jest niezbędne po to, żeby zmienić to, co jest w nas paskudne, i to zarówno w wyglądzie, jak i w sposobie myślenia.
Lustra i zwierciadła
Będą potrzebne dwa lustra. Jedno, przed którym codziennie robisz makijaż, zwykle lustro łazienkowe, drugie zaś to zwierciadło duszy. Przed lustrem w łazience stajesz każdego dnia kilka razy. Robisz do niego urocze minki, unosisz brwi, mrużysz oczy, przybierając myślący wyraz twarzy. Uśmiechasz się miło i słodko, jakbyś widziała odbicie kogoś bardzo drogiego. Wciągasz brzuch, aż skrzypią mięśnie, dumnie wypinasz piersi, prostujesz plecy. Ta pełna uroku i erotyzmu kobieta to ja, myślisz. Nie ma w tym nic złego, to są właśnie ćwiczenia w uwodzeniu. Tylko że to, co robisz, jest niestety niepełne. Odwracasz się od lustra i wszystko zmienia się jak za dotknięciem różdżki… diabelskiej. Twoje oczy zaczynają miotać złe błyski, brzuch flaczeje i garbisz się pod ciężarem czekającego cię dnia.
Gdyby lustro miało cię oceniać na podstawie tego, co widzi, z pewnością na pytanie macochy z bajki o królewnie Śnieżce: „Lustereczko, powiedz przecie, kto jest naj piękniejszy w świecie?”, odpowiedziałoby: „Ty, o pani”. Ale opinia twojego lustra brzmi tak: to miła, zawsze uśmiechnięta osoba, nigdy się nie złości, nie krzywi, jest doprawdy urocza, a jaka zgrabna!
Tyle że to, co widzi lustro, nie jest całą prawdą. A nawet półprawdą. Twój obraz jest, niestety, całkiem fałszywy.
Zrób następujące ćwiczenie. Pomyśl o nowej narzeczonej twojego aktualnego męża, pomyśl o tym, co widziałaś na ostatniej suto zakrapianej kolacji u przyjaciół, gdy twój mąż wyszedł z nią na balkon, żeby się ochłodzić… A raczej rozgrzewał się ciągle… Zosia awansowała, a ty wciąż tkwisz na tym samym stanowisku, mimo że masz wyższe kwalifikacje, ale to ona jest ulubienicą szefa. Mąż Karoliny zarabia coraz więcej, jego firma kwitnie. Karolinę stać na wszystko, a ty znów musisz włożyć swój wysłużony kostium. Czy to się nigdy nie skończy?! Teraz spójrz w lustro. No i jak wyglądasz? Widzisz te zacięte usta? Tak cię widzą ludzie w biurze, tak wyglądasz na przyjęciu u znajomych. Czy to jest zachęcające oblicze? Stań teraz profilem. Przed chwilą zjadłaś obiad. Nie wciągaj brzucha. Nie jesteś chyba w ciąży? A tak wyglądasz. Spójrz, co się dzieje z twoimi piersiami! Wiszą jak dwa wory kłopotów! Obejrzyj się też po trzecim kielichu wina. Twój wrażliwy nos wygląda wtedy jak nos menela czekającego na Godota przed osiedlowym sklepikiem. Wypij tylko dwa kieliszki. Pamiętaj, że alkohol przynosi chwilową ulgę, a na wyglądzie i psychice odbija się w sposób trwały.
Nie dziw się, że człowiek, na którego rzuciłaś się w tańcu, skrzywił się podwójnie. Raz, dlatego że miałaś taki okropnie czerwony nos, dwa, że nawet dziecko domyśliłoby się, że robisz na złość mężowi zajętemu inną kobietą. Szkoda, że nie wpadłaś do łazienki, by rzucić szybkie spojrzenie w lustro w trakcie awantury, kiedy krzyczałaś, aż twoja twarz nabiegła krwią, a z oczu tryskały wściekłe łzy. On cię tak widzi! Masz dwa wyjścia: możesz nie zajmować się tym facetem, który jest twoim mężem, albo możesz polubić swoją wściekłość, jeśli to przynosi ci ulgę.
Ważniejsze jednak jest całkiem inne lustro, to, które poeci nazwali zwierciadłem duszy. Twoje słodkie minki są niczym w porównaniu z karkołomnymi ewolucjami psychologicznymi, jakie wykonujesz w tym jarmarcznym gabinecie luster. Usprawiedliwiasz każde świństwo, drobne i grubsze, które popełniasz. Rozumiesz siebie i rozgrzeszasz łatwo. O innych ludziach myślisz i mówisz przeważnie źle. Czasem lepiej o kimś, kto zaskarbi sobie twoją sympatię pochlebstwami. Nie masz umiaru w obciążaniu winą bliskich, a w wybielaniu siebie osiągasz mistrzostwo świata. Ty jedna jedyna jawisz się jako sprawiedliwa w tej sodomie i gomorze, jaką jest twoje biuro, firma, redakcja, fabryka, szkoła twoich dzieci, a nawet twój dom. Jak wyraziście widzisz cudze charaktery, jak potrafisz uwypuklić niuanse! Nadzwyczajna spostrzegawczość, godna psychoanalityka.
Mam propozycję nie do odrzucenia: zastosuj te wypróbowane na innych metody przy autoanalizie. Właśnie teraz, gdy jesteś sama w domu i przećwiczyłaś w lustrze najgorsze miny, weź się za przepastne otchłanie własnej duszy. Spójrz na siebie oczami innych. Tych, którzy oce niają cię po tym, jak się zachowujesz, po twoich działaniach. Przypomnij sobie, kiedy ostatnio zrobiłaś coś dla kogoś. Coś dobrego, oczywiście. Chodzi tu o to, co nazywano kiedyś, wcale nie tak dawno jeszcze, dobrym uczynkiem. Katechizm teraz, w miarę jak stajemy się państwem deklaratywnie coraz bardziej katolickim, jest niemodny. U mnie w domu mówiło się, że: „dzień bez dobrego uczynku to dzień stracony”. Wiem, że to brzmi śmiesznie, że to jest dziecinne, ale człowiek tak wychowany ma to we krwi i kiedy tylko nadarza się okazja pomocy – pomoże, a nie zaszkodzi. Na naukę dobra nigdy nie jest za późno, mimo że prawdziwe jest także hasło, które wymyśliłam po ciężkich doświadczeniach z bliźnimi: „Żaden dobry uczynek nie pozostanie bez kary”.
Poznaj siebie, żeby zmienić, co możesz, i ulepszyć, co się da. Sięgnij, jak każe doktor Freud, po to, co przed tobą zakryte. Twierdzę, że jeśli chcesz znaleźć klucz do swego postępowania, znajdziesz go. Tylko rozmemłanie i niechlujstwo psychologiczne powodują, że zwala się wszystko na podświadomość czy, jak mówią inni, nieświadomość. Żyj świadomie. Psychoanaliza, mimo że staruszka, może nam oddać nieocenione usługi w autoanalizie. Tylko nieliczne, awangardowe i zamożne osoby mają uczonego spowiednika, czyli psychoanalityka. Ciebie na to nie stać, więc tymczasem zejdź do piwnic swojej nieświadomości. Uważaj, nie przestrasz się, bądź przygotowana na ewentualne harcowanie szczurów, ale możesz tam także znaleźć skarb, który pomoże ci rozwikłać tę bardzo skomplikowa ną kobietę, jaką jesteś; szczurami się nie przejmuj. Raz na jakiś czas trzeba zrobić deratyzację. Szczury są bardzo inteligentne i bardzo przebiegłe. Potrafią żyć i przetrwać. W głębokiej piwnicy twojej psychiki symbolizują fałsz. Czy nigdy nie zadajesz sobie pytania, dlaczego jesteś obłudna i fałszywa, dlaczego mówisz o ludziach źle wtedy, gdy ich nie ma, a rozmawiając z nimi, udajesz osobę im oddaną? Takie zachowanie jest dość powszechne. Ciebie też dotyka. Nie pomyślałaś o tym, że umniejszając innych, chcesz wywyższyć siebie? Prawie nie panujesz już nad tym, co mówisz. Masz zwyczaj omawiania postępowania bliźnich, używając do tego specjalnego głosu, jakiejś dziwnej troski, fałszywej od początku do końca. Posłuchaj, jak mówisz: „Chciałabym jej pomóc, ale ona nie słucha, wydaje się jej, że wie lepiej, przecież on ją zdradza na prawo i lewo, tak zresztą jak wszyscy jej poprzedni faceci, a ona udaje, że tego nie zauważa. Czy to nie jest dziwne? Może potrzeba jej jakiegoś wstrząsu?”.
To jest twój sposób przekazywania informacji. W trosce o Marię, swoją przyjaciółkę, opowiadasz Janowi, jej cichemu wielbicielowi, że mąż zdradza ją na prawo i lewo. Chodzi ci o to, żeby Jan wiedział, że Marię się zdradza, bo ona nie potrafi utrzymać przy sobie mężczyzny. Musi być w niej jakiś feler, skoro wszyscy ją zdradzają; mówisz, nie mówiąc. Potem nie myślisz o tym, że jesteś fałszywa. Wydaje ci się, że jesteś tylko troskliwa. Zapominasz o tym, że podoba ci się Jan i chciałabyś go usidlić, że zazdrościsz Marii jej urody i jej spokoju ducha w obliczu zdrady męża, która to zdrada jest w twoim przypadku klęską. Zapomniałaś, że gdy ty dowiedziałaś się o zdradzie męża, nie mogłaś pozbierać się przez cały rok. Nie pamiętasz o bólu, jaki sprawiały ci plotki na ten temat? Płakałaś po kątach, widząc uważne spojrzenia koleżanek, a teraz chcesz dopiec Marii za to, co tobie się zdarzyło. To tylko mały, całkiem banalny przykład wiwisekcji na sobie samej. Naucz się przymierzać do siebie przykre wydarzenia. Zatrzymaj w sobie cudze tajemnice, w których posiadanie weszłaś przypadkiem, a czasami podstępem. Co zaś do Jana, nie sądź, że to, co powiedziałaś, zasieje w nim niechęć do Marii, że może on skieruje swoją uwagę na ciebie. Takie rzeczy nigdy się nie zdarzają. Pomyśli sobie, że mąż Marii nie potrafi jej docenić, że jest zbyt prymitywny, żeby z nią być. Strzępisz sobie język po próżnicy. Stracisz raczej, niż zyskasz. Jan pomyśli z pewnością: Po co ona mi o tym opowiada? Mężczyźni nie pasjonują się takimi sprawami. Będzie czuł się bardziej związany z Marią. Nie masz wyjścia. Gdybyś spróbowała inaczej, mówiąc, że to Maria zdradza swojego męża na prawo i lewo, też nic nie zyskasz. Jan pomyśli: Maria szuka czegoś, jest nieszczęśliwa z mężem. Rozgrzeszy ją natychmiast, a ciebie znielubi jeszcze bardziej. Straszna plotkara, skwituje cię w myśli. Wtedy jesteś kompletnie przegrana. Nie tędy droga. Nic nie osiągniesz, ośmieszysz się, a nawet upodlisz.
Perwersyjny Kopciuszek
Bajki i baśnie uważano zawsze za skarbnicę mądrości ludowej. A to Iwanuszka Duraczok niespodzianie dla siebie samego zostawał carem, bo nie był wcale taki głupi, na jakiego wyglądał, to znów rybak słuchający chciwej i ambitnej żony, krewnej Lady Makbet, traci wszystko, co zafundowała mu Złota Rybka, bo nie zna teorii Ericha Fromma, stawiającej tezę, że lepiej „być” niż „mieć”. Baśnie z innego kręgu kulturowego zamiast umoralniać, straszą niewinne dziewczynki w czerwonych kapturkach wielkimi uszami, dużymi oczami i ostrymi zębami, żeby je w końcu zjeść bez dania racji. Inne znów każą żyć pod jednym dachem młodej i pięknej dziewczynie z siedmioma krasnoludkami, przedstawicielami klasy robotniczej, niewysokiego wzrostu, to prawda, ale wszyscy wiemy, do czego zdolni są mali ambitni mężczyźni. Tam, w tym miniaturowym hotelu robotniczym, czekała biedaczka na księcia, zamknięta w szklanej trumnie jak w mauzoleum. A honorową wartę przy zwłokach pełnili obywatele w czerwonych czapeczkach. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby tak jakiś współczesny książę złożył kilka pocałunków na czołach pewnych osób leżących w różnych mauzoleach i spowodował tym samym ich zmartwychwstanie. Lepiej nie rozważać takich możliwości.
Nas interesuje bajka wyjątkowa, mianowicie opowieść o Kopciuszku. Mit Kopciuszka jest wciąż aktualny, bo ciągle żywe są tęsknoty do usidlenia księcia albo przynajmniej drobnego posiadacza. Małe dziewczynki, którym wielokrotnie czytano bajkę o Kopciuszku, a obecnie raczej pokazywano kreskówki czy komiksy, zostały nieźle przygotowane do sztuki uwodzenia. Kopciuszek, niewinna panienka, miał tę sztukę we krwi. Zastanówmy się, dlaczego tej właśnie dziewczynie udało się zdobyć serce, i nie tylko serce, księcia?
Uważam, że pierwszym powodem była tajemnica Kopciuszka. Jak każdy książę, tak i ten musiał być trochę zepsuty powodzeniem, trochę zblazowany łatwością, z jaką udawało mu się dotąd zdobywać damy. Książę jako playboy dużo bywał i znał wszystkie panie z towarzystwa. Wiele z nich nawet bliżej, i ziewał, myśląc o kolejnej schadzce. A tu nagle pojawia się piękna i nieznana nikomu dziewczyna. To jest fascynujące, że nikt o niej nic nie wie. Nie ma jej fotografii na Naszej Klasie ani też na fejsbuku. Ta panienka jest wielką tajemnicą wśród kobiet bywających zawsze tam, gdzie „wszyscy byli”, na promocjach, imprezach firmowych, pokazach mody, w elitarnych klubach, które tak się rozmnożyły, że przestały być przedmiotem westchnień. Handlowa cena nieznanej dziewczyny jest wysoka, bo to cena nowości.
Najważniejszym atutem przesądzającym o sukcesie Kopciuszka jest niedosyt. Pozostawienie księcia w niedosycie było z punktu widzenia sztuki uwodzenia rzeczą niezbędną, równie ważną, jak pozostawienie niby zgubionego w pośpiesznej ucieczce pantofelka. Znamy takie sposoby, ile to razy jakiś pan zostawiał u nas szal, czapkę, komórkę albo nawet bokserki, jeżeli na randce doszło do „czegoś więcej”, po wspólnym obejrzeniu serialu Californication z Davidem Duchovnym. Zostawia się coś, żeby móc pojawić się powtórnie. Choć bywa i tak, że roztargniony spisuje na straty swoją własność, żeby już nigdy się z tobą nie spotkać. To tak na marginesie. Nie bombarduj go więc esemesami z zaproszeniem na „małe co nieco” po odbiór czapki.
Wracamy do księcia, widzimy go przyciskającego do piersi mały złoty pantofelek i rozpamiętującego zjawisko, które zniknęło, rozpłynęło się we mgle jak sen jaki złoty. Książę oczywiście wypił za wiele i gdyby nie miał tego pantofelka, mógłby spać spokojnie, myśląc, że wszystko to mu się przyśniło, że takich tajemniczych i niewinnych panienek nie ma. W każdym zakochanym mężczyźnie jest podobno coś z fetyszysty. Pantofelek zaś to znany w literaturze i w filmie symbol seksu. Spotykamy go u Brunona Schulza i u klasyka kina, Bunuela, w Dzienniku panny służącej. W tym filmie sznurowane wysoko buciki grają równie wielką rolę jak Jeanne Moreau. Seksualność pan tofelka jest znana, oczywiście mam na myśli damski but, a nie organizm jednokomórkowy, o którego życiu płciowym niewiele wiadomo. W Seksie w wielkim mieście są to karkołomne szpilki od Manolo Blahnika, w których prawie nie można chodzić. Bo i po co, skoro one służą w pierwszej kolejności do wabienia, w drugiej do uprawiania seksu? Pantofel damski analizował nawet sam wielki Zygmunt Freud. Ten niewinny bucik naprowadza myśl księcia na seks niejako podprogowo. Niezły cwaniak z tego Kopciuszka. W dzisiejszych czasach, kiedy dziewczyny mają po metr osiemdziesiąt wzrostu, a zamiast złotych pantofelków noszą – nawet na uroczyste okazje – adidasy, martensy lub trampki Converse, numer czterdzieści cztery, podrzucanie księciu takiego obuwia byłoby nonsensem, gdyż jedyne, o czym mógłby pomyśleć, to partia tenisa albo wspólne uprawianie joggingu. Szpilka w wielkim rozmiarze może nasunąć natomiast podejrzenie, że jesteś transwestytą. Trzeba więc znaleźć coś zamiast pantofelka. Ważną rzeczą jest w tej bajce pozostawienie inicjatywy księciu, tak właśnie, jak zrobił sprytny Kopciuszek. Możemy dzieciom opowiadać, że źle traktowana przez macochę dzieweczka była niewinna i nie zdawała sobie sprawy z tego, co robi. My wiemy, że czekała spokojnie, aż książę ją odnajdzie. Nie zrobiła błędu, jaki robią współczesne kobiety, ułatwiając mężczyznom randkę. Ustawiają się w roli zdobywczyni, budząc niekiedy tak wielki strach współczesnego macho, że to on ucieka w popłochu, gubiąc mokasyny. Na party ludzie poznają się i po dwóch tańcach wymieniają telefony, przypieczętowując sytuację. Kobieta nie zdaje sobie sprawy, że mówiąc: „Zadzwoń do mnie jutro”, wywiera nacisk na mężczyznę, który uważa, że powinien tak się zachować. On bawi się, robi to pod wpływem chwili, bo jest w potrzebie, albo wręcz „dla sportu”, pyta jak w modnym serialu: „Jedziemy do ciebie czy do mnie?”. Następnego dnia w biurze, gdy zmienił się klimat, pewnie zrezygnuje z telefonowania. Czasami mężczyźni „sprawdzają się” i proszą sami o telefon, co też jeszcze niewiele znaczy. Można na prośbę o telefon powiedzieć: „Dobrze, przed wyjściem dam ci wizytówkę”, a potem o tym „zapomnieć” i umknąć jak Kopciuszek. Facet zaintrygowany kobietą zrobi wiele, żeby ją odnaleźć, a kiedy tak się stanie, ona będzie wiedziała, że jej szukał. Kobiety zdają się nie wierzyć w siłę męskich uczuć. Takie cudowne „odnalezienie” daje przyszłym spotkaniom odpowiednią temperaturę. Zauważmy, jak wiele jest wokół nas „letnich” związków. Jeśli ich temperatura nie przekracza 36,6 stopnia, no może podnosi się o dwie kreski, to rzecz niewarta zachodu. To są „związki na przeczekanie”, takie, które służą wspólnemu nudzeniu się i rozglądaniu dookoła w poszukiwaniu czegoś cieplejszego. Razem raźniej w prowizorycznym stadle. Nie można zapomnieć jednak, że niewiele jest trwalszych rzeczy niż prowizorka. O tym także będziemy mówić.
Kopciuszek wiedział, jak zrobić odpowiednie wrażenie i jak to potem wykorzystać. Dlatego wygrał na tej loterii serce księcia. Do tego przy okazji pognębił zawistne i zazdrosne przyrodnie siostry, a to dodatkowa przyjemność, do brze znana uwodzicielkom. Radzę sięgnąć po bajkę o biednym Kopciuszku i przestudiować ją uważnie. Z pewnością przyda nam się garść informacji o tym, jak zdobyć księcia, robiąc wrażenie, że to on zdobywa. Choć ten sposób dziś trąci myszką, właśnie dlatego może się sprawdzić. Kopciuszek nie zrobiłby błędu, jaki ty popełniasz nagminnie, tak zresztą, jak prawie wszystkie zakochane kobiety. Dajesz z siebie wszystko i już na samym początku wyciągasz wszystkie atuty, nie mówiąc o przesycie spotkań i rozmów. To się nazywa zagłaskiwanie miłości na śmierć. Już następnego dnia zaczynasz opowiadać swoją biografię z najintymniejszymi szczegółami, potem pokazujesz zdjęcia i opowiadasz o kolejnych swoich sympatiach, o nadzwyczajnym powodzeniu, jakim się cieszysz od urodzenia, już w piaskownicy starszaki biły się o ciebie łopatkami, mówisz dużo o tym, co robiłaś w dzieciństwie, a to na skali nudy prawie sięga opowieści matek o cudownych dzieciach albo o kłopotach z pociechami. Intymne szczegóły powinny poczekać na swoją kolej. Są dobre do opowiadania w łóżku, po miłości, ale muszą być dawkowane. Może trzeba zaczekać na jakieś pytanie? Niecierpliwie wyprzedzasz sytuację, nie znając jeszcze tego, z kim masz zamiar się związać. Posłuchaj, co on o sobie opowiada, daj mu dojść do głosu, bo może się zdarzyć, że trafisz jak kulą w płot.
Niedosyt, jaki pozostawił Kopciuszek
księciu, przesądził o sukcesie. To niedosyt
powoduje apetyt na przebywanie razem.
Stałe wymaganie od kogoś obecności fizycznej, jak i psychicznej jest obciążeniem trudnym do zniesienia, nawet jeśli tę osobę kocha się nad życie. A właściwie to zwłaszcza wtedy. Ten tekst powstał we wcale nie tak zamierzchłych czasach, jednak nie było wówczas powszechnego dostępu do internetu, skajpa, maili oraz esemesów wysyłanych sto razy dziennie do ukochanego. Napisałam felieton o przeklętym skajpie, gdy ktoś chciał mnie zmusić do założenia go. To wspaniałe, mogę gadać, z kim chcę i ile chcę, i to za darmo! – emocjonował się. A ja pomyślałam: zadaj sobie, człowieku, pytanie, czy ten, z kim gadasz, też ma na to ochotę? Bo darmowy towar nie wszystkim odpowiada. Zamęczał tym skajpem swoją dziewczynę, aż wreszcie przestała odbierać. Ludzie są w nieustającym kontakcie, tyle że niewiele z tego wynika dla uczucia. Oczywiście kochasz swoją komórkę, ona pozwala ci mniej się denerwować, możesz w każdym momencie dowiedzieć się, gdzie przebywa mąż, dziecko, kochanek, co robią starzy rodzice, jak daleko posunął się ich parkinson i tak dalej. To wszystko jest OK. Natomiast wymaganie od ukochanego męża czy kochanka zdawania relacji z każdej godziny, a nawet minuty, jest katastrofą! Dobrze mieć w kontaktach tych, których kochasz, jednak jeszcze ważniejsze są telefony tych, których nie lubisz. Wyświetla ci się, kto zacz i po prostu nie odbierasz. Nawet jeśli kochasz swojego partnera, nie musisz znać jego ścieżek, a on nie musi znać twoich. Uczuciowy GPS niekoniecznie jest wam tak bardzo potrzebny.
W związku dwojga ludzi musi być miejsce na tajemnicę i samotność. Oprócz wspólnego świata musisz mieć swój mały światek i pozwolić partnerowi uciekać do swego kąta, jeśli ma ochotę się schować. Tylko wtedy możesz być pewna, że nie ucieknie na zawsze. Powiedzmy: pewniejsza, ale zupełnej pewności nigdy nie zyskasz, i to jest ciekawe.
Kopciuszkiem w pewnym sensie była Diana, późniejsza księżna, żona Karola, choć nie była sierotką, pochodziła z zacnej wojskowej rodziny, a jednak przepaść między jej rodziną a familią królewską była prawie jak w bajce o Kopciuszku. Ślub był cudowny, tren, katedra, marzenie senne wielu dziewcząt. Suknia Diany wyglądała trochę tak, jakby wzdęły ją morskie fale. Olbrzymia i niewygodna krynolina była po prostu śmieszna. Czy naprawdę jest o czym marzyć? Etykieta, królowa matka, kuzynowie, kuzynki, świta, przecież można zwariować w takiej rodzinie! Zwłaszcza że Karol, ów wymarzony przez Kopciuszka książę, kochał przez cały czas inną. Nie mógłby już z Camillą mieć dzieci, a dwór tego wymagał, a więc znaleziono mu piękną, przyzwoitą, niewinną dziewczynę, jak sądzę dziewicę, Dianę, a potem, cóż, jak się kiedyś niepoprawnie politycznie mówiło: „Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść”. Kobiety w większości potępiły księcia, jak mógł zamienić taką cudną i młodą Dianę na niezbyt urodziwą, z lekko końską twarzą Camillę. Wyzwiskom nie było końca. Otóż mógł. Ja go doskonale rozumiem. Byłam i do dziś jestem po jego stronie. Może nie powinien ulegać swojej twardej matce Elżbiecie. Jednak są takie matki, którym nie można się sprzeciwić, zwłaszcza gdy w grę wchodzi racja stanu, dziedziczenie tronu i podobne rzeczy. Uległ więc, okazał ludzką i synowską słabość. Ożenił się z Dianą, spłodził synów, dla których jest dobrym ojcem, i wrócił do swojej Camilli. Wierność godna pochwały. A dziwne jest to, że kobiety, które zwykle mają za złe mężom i kochankom odchodzącym do młodszej i piękniejszej, w tym przypadku stanęły murem za Dianą, bo śliczna i młoda, a tamta wiedźma, starsza, brzydsza. Coś z logiką szwankuje! A jeszcze gdy podle opublikowano intymności i wyznania Karola, czynione Camilli, że chciałby być jej tamponem, to ochom i achom nie było końca. Nikomu nic do tego, jak ludzie sobie gaworzą prywatnie, o ohydni dziennikarze upublicznili podsłuchy. Nawet zresztą te skądinąd odważne pożądania, jakim ulegał Karol, świadczyły o jego całkiem żwawej męskiej chuci. Więcej wyrozumiałości, drogie panie. Popatrzcie teraz na Camillę i Karola. To świetne małżeństwo. Wybrał ją zamiast tronu. Czy twój mąż byłby ci aż tak wierny, czy nie zapomniałby o tobie, gdyby go dynastycznie wyswatano z młodą pięknością? Camilla to prawdziwy, choć całkiem nieźle urodzony i nieco starszawy kopciuszek, bardzo szczęśliwy ze swoim księciem! Kolejnym kopciuszkiem stała się Kate, którą ożeniono z księciem Williamem. W twarzy Kate widać charakter. Jest chyba pierwszą panną młodą w rodzinie królewskiej, która skończyła studia. (Diana była zaledwie „przedszkolanką”.) Ma dobry gust, a jej suknia z pięknej koronki z małym wycięciem pod szyją może wejść do kanonu ślubnych strojów. Choć u nas uchodziłaby za nazbyt skromną. Welon też nie był rekordowej długości. Być może dlatego, że ogłoszono, a może raczej podano do publicznej wiadomości, że panna młoda nie była już dziewicą. Choć ostatnią noc przed ślubem para spędziła oddzielnie. Oczywiście przy okazji tego ślubu mit Kopciuszka eksploatowano bez umiaru. Pisano, że wykształcona panna młoda pochodzi z „robotniczej rodziny”, ponieważ jej pradziadkowie byli robotnikami. To, że tatko jest piekielnie bogaty, nikomu nie przeszkadzało. Chodziło o urodzenie! Cóż, widać, jakie to przestarzałe podejście! „Dobrze urodzona”, arystokratka, to dziś już prawie operetka z naftaliny, jakaś Księżniczka Czardasza czy coś w tym rodzaju.
A jak wygląda prawdziwy współczesny kopciuszek? Przeczytałam o tym w jakimś kobiecym magazynie. Kiedyś miała tylko imię Lauren. Była biedną modelką, jak napisano o niej w piśmie mody, „pracowała za grosze, i mogła tylko pomarzyć o ciuchach z najnowszej kolekcji”. Biedaczka! Prawie się spłakałam, czytając o nędzy tej długowłosej i długonogiej blondynki mającej metr osiemdziesiąt wzrostu. Męczyła się poszukiwaniem odpowiedniego typa, aż trafiła na pewnego Kolumbijczyka. Chłopak nie dość, że szatańsko przystojny, że nazywa się bajkowo Santo Domingo, to jeszcze jest dziedzicem fortuny wartej sześć miliardów dolarów. Tak donosi „Forbes”. Na czym kolumbijska rodzina się dorobiła, w to świat mody nie wnika. Bogactwo powala. Suknia ślubna kosztowała niewiele, bo ledwie dwieście tysięcy dolarów! Podobno ów kopciuszek obdarzony jest świetnym gustem, co mają udowodnić fotografie w koronkach, opiętych skórach, kurtkach, a zwłaszcza w sukience mini z krokodylowej skóry. Nasza Fredrowska bohaterka już dawno temu wołała: „Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby!”. Żal mi się zrobiło biednego krokodyla! Podobno ta osoba z wybiegu jest wzorem dobrego smaku, i to takim, że słynna Anna Wintour, dla słabo zorientowanych inteligentek podaję, że to odwieczna szefowa amerykańskiego „Vogue'a”, zatrudniła kopciuszka jako konsultantkę do spraw mody. Idę o zakład, że zatrudniła ją już po ślubie z kolumbijskim nababem. Wcześniej pewnie jej nawet nie zauważyła. A teraz? Po prostu bajka! Jeśli więc masz metr osiemdziesiąt wzrostu, długie blond włosy i bywasz na pokazach, na które przychodzą kolumbijscy spadkobiercy, masz duże szanse wydać się za dziedzica.
Jeszcze jedna uwaga. Jasne, że chcesz księcia albo przynajmniej spadkobiercę familii z sześcioma miliardami na kontach, powiedzmy w sensie metaforycznym, księcia biznesu, albo sławnego artystę, uczonego, kogoś z klasą książęcą. Nie zawsze taki jest w pobliżu. A jeśli go nie ma, to proszę, przyjrzyj się księgowemu, którego mijasz na korytarzu swojej firmy, to całkiem fajny facet, jest pod ręką, zawsze gdy widzi cię w tej opiętej spódnicy z rozcięciem, oko mu błyszczy, naprawdę, weź tego księgowego!
Król, dama, walet
Poruszamy się w obszarze spraw damsko-męskich. W słowach „damski”, „damska” czy w złożeniu: „damsko-męskie” zawarta jest płeć kobiety i mężczyzny. Mówimy: „problemy damsko-męskie”, a nie „kobieco-męskie”. Dama zawarta jest w tym zwrocie, choć nie każda kobieta, niestety, jest damą, ale każda dama jest kobietą. Wyjątek stanowią damy występujące w Małej Brytanii. Nie radzę jednak uczyć się od nich sposobu bycia damą. Prawdziwa dama rozumie, o co chodzi, bo ma poczucie humoru, i zaśmiewa się, oglądając facetów parodiujących damulki.
Od zamierzchłych czasów zdobywanie było przywilejem mężczyzn, a przynajmniej tak im się wydawało, ponieważ najbardziej nawet ofensywne działania dam miały pozory przypadkowości. W czasach jaskiniowych zdobywano kobiety za pomocą maczugi, potem również za pomocą pięknych słówek. Obie metody były równie skuteczne, choć druga z pewnością przyjemniejsza. Dla kobiety. We współczesności prawo pięści zachowane jest dla amatorek lubiących mocne wrażenia, dla tych przekonanych, że on jak bije, to kocha, i dla masochistek, którym damski bokser dostarcza najwyższych rozkoszy.
W starych romansach rycerze zdobywali serca dam, w nowszych lokaje ciała hrabin, w Trędowatej, przez lata najpopularniejszej powieści miłosnej w naszym kraju, ordynat Waldy opętał ciało, serce i duszę biednej, a do tego jeszcze niewinnej guwernantki Stefci.
W tamtych czasach nic tak nie podniecało mężczyzny jak niewinność. Ten towar był w najwyższej cenie, dlatego należało być zawsze czystą i niewinną, bez względu na stan faktyczny. Kult dziewictwa i niewinności wyrządził współczesnym kobietom znacznie więcej szkody niż ich prababkom. W dziewiętnastym i do połowy dwudziestego wieku dziewictwo było obowiązkowe. W Hiszpanii po nocy poślubnej wywieszano prześcieradło z dowodem cnoty.
Była to „splamiona” flaga niewinności. Jeśli istnieje absurdalne prawo, poparte siłą, nie ma wyjścia, trzeba się mu podporządkować, żeby nie pójść do więzienia za perforację. „Dziewictwo” mężczyzny nigdy nie było wymagane, ponieważ jest niesprawdzalne. Już na początku seksualnej drogi mamy zatem do czynienia z dyskryminacją dziewczyny. Każde dziecko domyśla się, że trochę ptasiej krwi załatwiało sprawę zarówno w Hiszpanii, jak i gdzie indziej. To jednak było zbyt prymitywne, poza tym mąż mógł być człowiekiem małodusznym, zbyt uważnym, a wtedy… biada młodej żonie. Trzeba było działać subtelnie. Literatura dostarcza nam informacji, jak to się działo. Panna młoda przygotowywała pęcherz rybi napełniony krwią gołębia i umieszczała go w miejscu najintymniejszym, które miał odwiedzić nowo poślubiony mąż. Tym sposobem pan i władca miał nie tylko pełną satysfakcję aktu defloracji dziewiczej błony – a czymże jest błona jak nie pęcherzem? – ale co więcej, słyszał także huk przebijanej niewinności. Pełnia szczęścia towarzyszyła więc nocy poślubnej i wszyscy byli zadowoleni. Rano wywieszano prześcieradło, a cała okolica śmiała się po cichu, wyliczając poprzedników pana młodego. Hiszpański temperament jest znany na całym świecie. Ta krótka dygresja może nam unaocznić, że niewinność nie zawsze ma kolor biały.
Nic dziwnego zatem, że tajemnica była atrybutem kobiety i że po takich ciężkich przejściach historycznych zostało w nas trochę wyrachowania, że jesteśmy czasem pokrętne i fałszywe. Manewry miłosne przeprowadzano subtelnie, taktyka musiała być precyzyjna i niedostrzegalna. Najlepszym sposobem był ten, który sprawiał wrażenie, jakby to mężczyzna prowadził całą grę i zdobył nieświadomą tych zabiegów niewinną damę, zamkniętą w wieży z kości słoniowej. Nie musiał wiedzieć, że ta właśnie wieża służyła do obmyślania planów i snucia jedwabnych pajęczyn, w które zdobywca, czyli ofiara, musiał wpaść.
Wyzwolenie kobiet polega między innymi na tym, że mają teraz prawo harować od świtu do nocy w męskich zawodach, oraz na tym, że mogą zdobywać mężczyzn w sposób widoczny gołym okiem. Zamiary są jasne dla wszystkich. Ten proces rozpoczął się od momentu upowszechnienia spodni jako stroju kobiecego. Psychologowie wiedzą, jak silnie rola działa na psychikę, jak forma narzuca się treści. Wraz ze spodniami nastąpiło przejęcie roli męskiej. Kobieta, która włożyła spodnie, zachowuje się inaczej niż ta w spódnicy czy w sukience. Najpierw był to czysto zewnętrzny sposób zachowania, polegający na tym, że inaczej się siada, inaczej chodzi. Z czasem jednak, co było nieuniknione, damy przejęły męskie obyczaje. Tak stało się z paleniem papierosów, piciem wódki, używaniem wyrazów aż do zmian głębszych, zachodzących na poziomie świadomości. I tu dochodzimy do stosunków damsko-męskich. Na szczęście w sukurs pospieszyli lekarze. Papierosy uznano za szkodliwe i zakazano palenia w miejscach publicznych. Z wódką jest podobnie, raczej nie pija się jej z gwinta na ulicy, choć damie i to może się zdarzyć. Kobiety dbają o swe zdrowie, a więc w rozsądnej większości porzuciły tego rodzaju używki. Kieliszek wina, a nawet dwa, nalewka, koniak, drink, owszem, ale wyłącznie w dobrym towarzystwie.
Jak już mówiłam, w zwrocie o związkach damsko-męskich zachowało się pojęcie damy, z której mało co zostało we współczesnej kobiecie. Teraz kobiety spostrzegły to i chcą tę utraconą pozycję odzyskać. Żeby do tego doprowadzić, trzeba wiedzieć, jak być damą, co należy robić, a czego nie, jak się ubierać, poruszać, co mówić, a czego za żadne skarby nie powiedzieć, jaką mieć filozofię, a jaką osobowość. Wbrew temu, co się sądzi, prawdziwej damie wiele uchodzi i jej życie wcale nie jest stalowym gorsetem konwenansu. Dama zmienia się wraz z epoką, tyle że trochę wolniej niż jej wyzwolone koleżanki. Dama znajduje się pod ochroną. Elegancki sposób bycia chroni przed chamstwem. Zauważmy, że dobrze wychowane i delikatne kobiety raczej nie bywają obrażane i są lepiej traktowane niż te „luźne”, zachowujące się po męsku. Takie zawsze można poklepać po ramieniu, opowiedzieć im pieprzny dowcip, uszczypnąć publicznie w pośladek czy przyjść do nich w środku nocy z butelką wódki. Kobieta zamieniła się w kolesia albo ziomala. Do ekscentrycznej damy także można przyjść o trzeciej nad ranem, lecz jest to całkiem co innego. Trzeba wtedy przynieść bukiet z siedemnastu róż i dobrze zamrożonego szampana. Może to być wyjątkowa sytuacja, trochę w starym stylu, pachnąca bohemą, nigdy zaś bohomazem. Jeżeli dama chce zdobyć mężczyznę, to musi to być ktoś wyjątkowy, na wysokim poziomie, pod każdym względem jej dorównujący. Innymi nie warto zajmować naszych uczuć. Szkoda na to czasu i energii. Tu właśnie dochodzimy do sedna sprawy.
Po pierwsze, kobieta powinna być damą.
Po drugie, mężczyzna, którego chce zdobyć, musi być kimś nadzwyczajnym. Królem, księciem, nawet księgowym, ale nie waletem. Jednak dama wcale nie lekceważy waletów, są dla niej odpowiednim tłem. Co można zrobić, żeby być damą? Kiedyś najlepiej było dobrze się urodzić, ale to nie zawsze się udawało, los jest ślepy i miesza nam szyki od samego początku. Nie możesz odpowiadać za to, że babka zadała się kiedyś z bardzo krzepkim fornalem, po którym odziedziczyłaś końskie zdrowie i niestety, takąż urodę. Jeśli tylko masz olej w głowie, to nawet z takim balastem możesz zostać damą. Pociechą może być to, że nie wszystkie „dobrze urodzone” osoby płci żeńskiej są damami. Niektórym ludziom wydaje się, że prawdziwa dama jest zawsze stara, w rozmowie wtrąca obce słowa, najchętniej francuskie, nosi żabot, umie posługiwać się nożem i widelcem, a nawet sztućcami do ryb, i mieszka w butiku z antykami. To może być dama, pod jednym warunkiem, który jest niezbędny: osoba ta musi posiadać wewnętrzny kodeks damy. Stopień samoświadomości decyduje nie tylko o tym, w jakim stopniu jesteś człowiekiem, ale także o tym, czy jesteś damą. Chodzi o to, żeby mieć świadomość każdej chwili i zachowywać się odpowiednio do sytuacji. Nie dotyczy to wcale stroju i konwenansu, chodzi o umiejętność odnalezienia siebie i swojej roli. Polega to również na tym, żeby przeciwstawić się obiegowej opinii albo wystąpić przeciwko woli tłumu. Wbrew pozorom to wcale nie jest proste. Sytuacje życiowe, w jakich stajemy, bywają niezwykle skomplikowane. Przytakujemy, gdy inni przytakują. Nie protestujemy, gdy ktoś obrzuca błotem naszych przyjaciół. To jest niedopuszczalne. Dama to kobieta z klasą, która nigdy nie pozwala, aby w jej obecności mówiono źle o kimś bliskim, jak również o kimś, kogo nie zna, a darzy szacunkiem. Są damy orientacji prawicowej, lewicowej, liberalnej i feministycznej. Damy zakonnice i damy prowadzące się wręcz przeciwnie.
Żelazna zasada damy: Zawsze broń swoich przyjaciół i kochanków. Nic tak nie wzmacnia przyjaźni jak informacja o tym, że wystąpiłaś w obronie przyjaciółki czy przyjaciela. Ludzie plotkują i taka informacja dotrze do zainteresowanego, można więc powiedzieć, że oprócz korzyści moralnych i emocjonalnych, takich jak czyste sumienie i zadowolenie z siebie samej, że oparłaś się sępom towarzyskim, twoje postępowanie jest także racjonalne, czyli ma same zalety. Poza tym wzmacnia twoją pozycję towarzyską, a także daje po nosie nieżyczliwym. Nieprzychylni będą się zastanawiali: Ciekawe, dlaczego ona go tak broni? Pewnie coś ich łączy, albo kiedyś łączyło. Może miała z nim romans? Jest o tyle od niej młodszy, kto by pomyślał! Już słyszę, jak dzwonią dzwonki telefonów, jak esemesy wpadają do skrzynki odbiorczej. Nie przejmuj się tym! To są sensacyjki dodające pieprzu albo wręcz ostrości imbiru naszej codzienności. Ktoś, w czyjej obronie stanęłaś, przy okazji odpłaci ci się tym samym. Jeżeli nie, jeśli dowiesz się, że wiesza na tobie psy – daj sobie z nim spokój. Z przyjaźnią jest tak samo jak z miłością, to wydaje się oczywiste. Lepiej jednak oczywistości sobie uświadomić, niż o nich zapomnieć. Oczywiście dobrze jest mieć kanon podstawowych zasad dobrego wychowania; i znów, to warunek konieczny, ale niewystarczający.
Kodeks prawdziwej damy jest głęboko uwewnętrzniony. Ona wie, do czego jest zdolna, a czego zrobić nie może, i tak kieruje swoim postępowaniem, żeby nie gwałcić własnej natury. Z drugiej strony studiuje charaktery ludzkie i zawsze dba o to, żeby nikogo nie upokorzyć. Opowieści o księżniczkach gardzących służbą są wymysłem małego Kazia, częściej Kazi, która o wyższych sferach ma pojęcie mniej więcej takie, jak Amerykanie o życiu królowej angielskiej. Zdanie obowiązujące w moim mieszczańskim, wcale nie arystokratycznym domu: „Najuprzejmiej kłaniaj się stróżowi”, warte jest zapamiętania. Często widzimy arogancję w stosunkach między ludźmi, obserwując tych, którzy wzbogacili się łatwo i zachłysnęli własnym szczęściem. Sądzili, że pieniądz otworzy im wszystkie drzwi. Czasami nawet tak się dzieje, ponieważ niektórym ludziom bogacze są potrzebni w towarzystwie. Mają wielkie domy, urządzają przyjęcia, na których można załatwić interesy, umówić się na lot prywatnym odrzutowcem, napić się i najeść dobrych rzeczy, spotkać licznych znajomych z różnych sfer i pogadać. Można także pośmiać się z nowobogackich manier pana domu i biżuterii pani, ale to oczywiście dopiero na skromnej kolacyjce we własnym gronie. Dama nie plotkuje publicznie! Spotyka się ludzi bardzo bogatych, którzy potrafią mieć pieniądze, umieją je wydawać i wiedzą, do czego służy mamona. Są skromni, pomagają innym, robią to po cichu, bez afiszowania się, bez kamer.
Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com