Płomień Crossa - Sylvia Day - ebook

Płomień Crossa - ebook

Sylvia Day

5 (2)
lub

Czytaj od 6,99 zł miesięcznie

Uzyskaj stały dostęp do ponad 4000 ebooków

Jak często czytasz? Mamy propozycję specjalnie dla Ciebie:

Książka zabezpieczona watermarkiem. Przeczytasz ją na:

komputerze EPUB
Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Druga część zmysłowej trylogii Dotyk Crossa
Czy dwoje życiowych rozbitków zasługuje na miłość?
Gideon Cross. Piękny i doskonały na zewnątrz, zraniony i pokaleczony w środku. Pokazał mi, czym jest prawdziwa rozkosz. Nie mogłam mu się oprzeć. Nie chciałam. Był moim nałogiem, moim największym pragnieniem. Był mój…
Liczyły się tylko te chwile, gdy niezaspokojony głód i desperacka miłość prowadziły nas do szaleństwa.
"Podniecający seks i intrygująca historia sprawi, że czytelnicy będą prosić o więcej".
Library Journal
"Gorące sceny seksu i wartka akcja opisane doskonałym stylem Sylvii Day jeszcze bardziej wciągają w świat Gideona i Ewy. Nie mogę się doczekać, jak zakończy się ta historia".
RT Book Reviews
"W końcu pojawił się mężczyzna jeszcze bardziej gorący niż Christian Grey".
The Wall Street Journal





Sylvia Day

Płomień Crossa

Z angielskiego przełożyły
Ksenia Sadowska i Małgorzata Miłosz
 




1

Nowy Jork kręcił mnie równie mocno jak jeszcze jedna rzecz w moim życiu. Jak w soczewce odbijały się w tym mieście możliwości nowego świata oraz tradycje świata dawnego. Konserwatyści przyjaźnili się z kochającymi wolność artystami, a szkaradne osobliwości współgrały z unikatowymi okazami. Wibrująca energia miasta napędzała krwiobieg międzynarodowej finansjery i przyciągała jak magnes międzynarodową społeczność.

Mężczyzna, który stanowił ucieleśnienie tej nowojorskiej żywiołowości, nieokiełznanej ambicji i znanej na całym świecie potęgi, właśnie mnie zerżnął i doprowadził do dwóch potężnych orgazmów.

Skradając się na palcach do wielkiej garderoby, zerknęłam na łóżko, na którym leżała zmięta od naszego baraszkowania pościel. Już na samo wspomnienie poczułam dreszcz podniecenia. Wciąż miałam wilgotne włosy po prysznicu, a moje nagie ciało skrywał tylko ręcznik, którym się owinęłam. Miałam się stawić w pracy za półtorej godziny, co oznaczało pośpiech. Uświadomiłam sobie, że będę musiała uwzględnić w grafiku czas na poranny seks, bo inaczej zawsze będę w niedoczasie. Gideon Cross właśnie się budził, żeby kolejny raz podbić świat. Zaczynał od podboju mojej skromnej osoby, co sprawiało mu wyjątkową przyjemność.

Prawda, jaką byłam szczęściarą?

W Nowym Jorku czuć było w powietrzu czerwcowe lato i wyraźnie się ociepliło. Postanowiłam włożyć spodnie z naturalnego lnu oraz sweterek bez rękawów w ciepłym szarym kolorze, który pasował do moich oczu. Ponieważ nie umiałam układać sobie włosów, związałam je w zwykły kucyk. Zrobiłam sobie makijaż i kiedy wreszcie wyglądałam jako tako, wyszłam z sypialni.

Przechodząc przez korytarz, usłyszałam głos Gideona. Był niski i ostry, więc zadrżałam ze strachu, że się rozzłościł. Nie wkurzał się łatwo... chyba że na mnie. Wtedy krzyczał i klął, a nawet szarpał dłońmi swoje wspaniałe kruczoczarne włosy sięgające mu do ramion.

Zazwyczaj Gideon potrafił poskromić swoją gwałtowną naturę. Po co miał krzyczeć na ludzi, skoro i tak trzęśli portkami, kiedy tylko przelotnie na nich spojrzał albo rzucał pod ich adresem zdawkowy komunikat.

Gideon był w swoim gabinecie. Stał odwrócony plecami do drzwi, ze słuchawką bluetooth w uchu i ze skrzyżowanymi rękami wyglądał przez okno na Piątą Aleję. Wydawał się samotny, odcięty od otaczającego go świata, a zarazem w pełni gotowy, żeby nim władać.

Z ręką na klamce przyglądałam mu się szeroko otwartymi oczami. Byłam pewna, że to, co widzę, robi jeszcze większe wrażenie niż panorama rozpościerająca się przed Gideonem. Z miejsca, w którym stałam, widziałam jego górującą nad drapaczami chmur sylwetkę, tak samo władczą i imponującą jak one. Gideon zdążył się wykąpać, zanim wygrzebałam się z łóżka. Jego ciało, od którego byłam całkowicie uzależniona, opinały dwie części drogiego, szytego na miarę trzyczęściowego garnituru, do którego miałam wyjątkową słabość. Patrzyłam na jego idealny tyłek i masywne plecy wbite w kamizelkę.

Na ścianie wisiał duży kolaż naszych zdjęć, wśród nich jedno intymne, które mi pstryknął, gdy spałam. Większość fotek zrobili nam paparazzi, śledzący każdy krok Gideona Crossa. Był właścicielem Cross Industries i w wieku dwudziestu ośmiu lat, kiedy jego rówieśnicy jeszcze rozwozili pizzę, wspiął się na listę dwudziestu pięciu najbogatszych ludzi na świecie. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to do niego należała lwia część Manhattanu. Bez dwóch zdań był najgorętszym ciachem na tej planecie, a na dodatek we wszystkich swoich gabinetach robił wystawy z moich zdjęć, jakbym była dla niego równie przyjemnym widokiem, jak on dla mnie.

Gideon odwrócił się z wdziękiem w moją stronę i przygwoździł mnie swymi lodowatobłękitnymi oczami. Nie był zdziwiony, widząc mnie gapiącą się na niego w progu. Kiedy tylko znajdowaliśmy się blisko siebie, przelatywały między nami iskry, nabrzmiewało przeczucie tego, co zaraz nastąpi, podobne do zastygłej ciszy przed nadejściem burzy z grzmotami i błyskawicami. Możliwe, że specjalnie poczekał, zanim odwrócił się w moją stronę, wyłącznie po to, abym mogła napatrzeć się na niego do woli. Dobrze wiedział, że uwielbiałam to robić.

Gideon Cross był mrocznym i niebezpiecznym człowiekiem. I należał do mnie.

Mój Boże... Jego twarz wciąż robiła na mnie kolosalne wrażenie – wyrzeźbione kości policzkowe, czarne skrzydlate brwi, grube rzęsy, chabrowe oczy, no i te usta... Tak perfekcyjnie wycyzelowane, że były zmysłowe i figlarne, a zarazem zbójeckie. Ubóstwiałam, kiedy śmiały się do mnie i zapraszały do erotycznych igraszek, gdy zaś prostowały się w cienką surową kreskę, czułam strach. A kiedy Gideon muskał ustami moje ciało, zamieniałam się w ogień.

Jezu, dziewczyno, czy ty w ogóle siebie słyszysz? Wydęłam wargi na wspomnienie koleżanek, które działały mi na nerwy, kiedy plotły dyrdymały o urodzie swoich chłopaków. Tymczasem stałam się jedną z nich, zniewolona wspaniałością tego skomplikowanego, irytującego, pochrzanionego i do bólu seksownego faceta, w którym byłam coraz bardziej zakochana.

Nie odrywaliśmy od siebie oczu. Mimo że na twarzy Gideona wciąż gościła złość, kiedy rugał jakiegoś biedaka, którego miał na linii, jego wzrok powoli tracił lodowatą wrogość i stawał się coraz gorętszy.

Już dawno powinnam była przywyknąć do zmiany, jaka w nim zachodziła, kiedy na mnie patrzył, ale świadomość tego faktu wciąż robiła na mnie wstrząsające wrażenie. Jego spojrzenie mówiło mi, jak mocno i głęboko miał ochotę mnie rżnąć – co zresztą robił, kiedy tylko nadarzała się okazja – a także pozwalało uchylić rąbka tajemnicy o jego surowej, nieposkromionej i nieustępliwej sile woli. Siła i przywództwo determinowały wszystko, co Gideon robił w życiu.

Do zobaczenia w sobotę o ósmej wieczorem – zakończył rozmowę, po czym wyjął z ucha słuchawkę i rzucił ją na biurko. – Podejdź do mnie, Evo.

Znowu poczułam dreszcz na dźwięk mojego imienia, które wypowiedział władczo, tak jak w chwilach, gdy mówił – „Teraz, Evo”, kiedy leżałam przygnieciona ciężarem jego ciała, wypełniona nim, pragnąc ze wszystkich sił osiągnąć orgazm, żeby uczynić go szczęśliwym.

Nie mamy czasu, mistrzu.

Na wszelki wypadek wyszłam na korytarz. Sama jego delikatna chrypka i subtelny, kulturalny głos doprowadzały mnie do orgazmu. Kiedy tylko mnie dotykał, miękły mi kolana. Jemu jednemu oddawałam się bez walki.

Pobiegłam do kuchni, żeby zaparzyć nam kawy.

Gideon mruknął coś głośno pod nosem i ruszył za mną, sadząc wielkie kroki. Gdy się ze mną zrównał, przyszpilił mnie do ściany mierzącym sto dziewięćdziesiąt centymetrów, gorącym, twardym ciałem.

Wiesz dobrze, aniołku, co się dzieje, gdy uciekasz przede mną. – Gideon chwycił zębami moją dolną wargę, a następnie złagodził ukąszenie, pieszcząc mnie językiem. – Zawsze cię dogonię.

Moje ciało westchnęło radośnie, kiedy mu uległam, i zmiękło z rozkoszy pod jego ciężarem. Pożądałam go nieustannie i tak silnie, że czułam fizyczny ból. Opanowała mnie żądza, ale też coś znacznie potężniejszego, coś drogocennego i głębokiego. Pożądanie Gideona nie przywoływało złych skojarzeń, jak działo się wtedy, gdy byłam z innymi mężczyznami. Gdyby ktokolwiek inny próbował poskromić mnie ciężarem swojego ciała, wpadłabym w panikę i uciekła przerażona. Nigdy tak się nie czułam z Gideonem, który dobrze wiedział, czego potrzebuję i ile jestem w stanie znieść.

Kiedy nagle się do mnie uśmiechnął, na chwilę zabrakło mi tchu.

Patrząc na zapierającą dech w piersiach twarz, okoloną lśniącymi kruczoczarnymi włosami, poczułam, jak miękną mi kolana. Pomijając dekadencką długość jego jedwabnych włosów, Gideon był wyrafinowany i pełen ogłady.

Trącił mój nos swoim.

Nie możesz najpierw się do mnie uśmiechać, a potem odchodzić. Natychmiast się przyznaj, o czym myślałaś, kiedy rozmawiałem przez telefon.

Wydęłam usta.

– Że jesteś fantastycznym facetem. To się robi nudne, że wciąż o tobie myślę. Muszę się wziąć w garść.

Gideon chwycił mnie za udo i jeszcze bardziej do siebie przycisnął, przygniatając po mistrzowsku moje biodra swoimi. Był niezwykle dobry w te klocki, i świetnie o tym wiedział.

Akurat ci pozwolę.

Ach tak? – Fala ciepła rozeszła się po moim ciele, które chciwie go łaknęło. – Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że masz ochotę na kolejną uwieszoną na tobie kobietę z oczami rozżarzonymi jak dwa węgielki, o panie, który nienawidzisz wygórowanych oczekiwań.

– Pragnę tylko – Gideon zamruczał jak kot, chwycił w obie dłonie moją twarz i potarł kciukiem dolną wargę – żebyś myślała o mnie na tyle często, byś nie miała czasu myśleć o kimś innym.

Oddychałam z trudem, bo jego palący wzrok całkiem mnie uwiódł, podobnie jak prowokacyjny głos, żar i zapach jego ciała. Ślinka napłynęła mi do ust. Gideon był moim narkotykiem, a ja nie miałam ochoty walczyć z nałogiem.

Gideonie – westchnęłam jak urzeczona.

Mężczyzna jęknął cicho i przypieczętował gorącymi ustami moje wargi. Myśli o tym, która jest godzina, pierzchły pod wilgotnym i głębokim pocałunkiem. Niemal udało mu się odwrócić moją uwagę od tego, że odkrył przede mną swoją niepewność.

Chwyciłam dłońmi jego włosy, żeby go przytrzymać, i pocałowałam go. Mój język dotykał jego i wirował razem z nim. Byliśmy parą niespełna od miesiąca. Co gorsza, żadne z nas nie wiedziało, jak zbudować związek, w którym nie musielibyśmy ukrywać, że oboje jesteśmy poharatani, a taki związek właśnie próbowaliśmy stworzyć.

Cross objął mnie mocno i władczo.

– Chcę spędzić z tobą weekend na Florida Keys, nago – oznajmił.

– Miło się zapowiada – odparłam. A nawet bardzo miło. Uwielbiałam Gideona w trzyczęściowym garniturze, ale wolałam go nagiego. Trochę bałam mu się przyznać, że miałam już plany na weekend...

– Muszę poświęcić weekend na sprawy zawodowe – wymamrotał, muskając moje usta.

– Te, które przez mnie odkładałeś? – Gideon wychodził wcześniej z pracy, żeby spędzać czas ze mną, i dobrze wiedziałam, ile to go musiało kosztować. Moja matka była trzykrotnie zamężna, a wszyscy jej małżonkowie byli zamożnymi i odnoszącymi sukcesy magnatami. Zdawałam sobie sprawę, że ceną ambicji były długie godziny spędzane w pracy.

Nie skąpię moim pracownikom grosza, żeby być z tobą.

Niezły wynik, lecz ujrzawszy w jego oku błysk irytacji, zmieniłam temat i powiedziałam:

– Dziękuję. Napijmy się kawy, póki mamy czas.

Gideon przesunął językiem po mojej dolnej wardze i puścił mnie.

– Chcę się ulotnić jutro o ósmej wieczorem. Spakuj dosłownie kilka letnich ubrań. W Arizonie panują upały.

Co takiego? – Zamrugałam, spoglądając na jego plecy, kiedy wchodził do gabinetu. – Masz interesy w Arizonie?

– Niestety.

O rany. Postanowiłam nie wspominać więcej o kawie ani się z nim nie spierać i poszłam do kuchni. Po drodze minęłam przestronny salon zaprojektowany w przedwojennym stylu, ze smukłymi łukowymi oknami. Zastukałam obcasami, idąc po twardej i lśniącej drewnianej podłodze, a potem stąpałam bezgłośnie po ręcznie tkanych dywanach z Aubusson. Salon Gideona wyłożony był ciemnym drewnem i udekorowany stonowanymi tkaninami. W tym luksusowym miejscu roiło się od drogocennych drobiazgów i z każdego kąta wyzierał przepych, ale jednocześnie zachowało ono ciepły i kameralny urok. Zapraszało gościa, żeby poczuł się jak u siebie i pozwolił gospodarzowi się porozpieszczać.

Kiedy tylko weszłam do kuchni, natychmiast podstawiłam pod ekspress podróżny kubek do kawy. Po chwili pojawił się Gideon. Zarzucił na ramię marynarkę, w dłoni trzymał komórkę. Podstawiłam jeszcze jeden kubek dla Gideona, a potem otworzyłam lodówkę i wyjęłam z niej niskokaloryczną śmietankę.

– Może dobrze się złożyło. – Odwróciłam się do niego i przypomniałam o moim problemie ze współlokatorem. – W ten weekend muszę rozmówić się z Carym.

Gideon włożył telefon do wewnętrznej kieszeni marynarki i przewiesił ją przez stołek barowy przy wyspie w kuchni.

Jedziesz ze mną, Evo – powiedział.

Zaczerpnęłam szybko tchu i wlałam niskokaloryczną śmietankę do kawy.

Co takiego miałabym tam robić? Leżeć na golasa i czekać, aż skończysz pracę, żeby się ze mną pieprzyć?

Gideon rzucił mi twarde spojrzenie, wziął do ręki kubek i upił łyk gorącej kawy. Wydawał mi się coś za bardzo spokojny.

Masz ochotę pokłócić się ze mną? – zapytał.

Nie utrudniaj mi życia – odparłam. – Przecież już o tym rozmawialiśmy. Dobrze wiesz, że nie mogę zostawić Cary’ego po tym, co się wydarzyło ostatniej nocy. Ta plątanina ciał, którą odkryłam w pokoju gościnnym, nadała nowe znaczenie słowu grupenseks.

Wkładając do lodówki karton ze śmietanką, czułam, że Gideon przyciąga mnie do siebie siłą swojej woli. Tak było od samego początku. Kiedy tylko chciał, sprawiał, że odczuwałam jego potrzeby. Ciężko było mi zignorować tę część mnie, która błagała, żeby mu dać to, czego pragnął.

Ty się zajmiesz interesami, a ja moim przyjacielem, a potem zajmiemy się sobą nawzajem – wyjaśniłam.

Wracam dopiero w niedzielę wieczorem.

Och... Poczułam szarpnięcie w brzuchu, kiedy usłyszałam, że wyjeżdża na tak długo. Większość par nie spędzała ze sobą każdej wolnej chwili, ale my byliśmy inni. Oboje mieliśmy własne problemy i wątpliwości. Uzależniliśmy się od siebie nawzajem, co wymagało regularnych kontaktów, byśmy mogli prawidłowo funkcjonować. Nie znosiłam być z dala od niego. Wciąż o nim myślałam.

– Przecież widzę, że nie wyobrażasz sobie rozłąki ze mną – stwierdził ze spokojem Gideon, przyglądając mi się badawczo i zauważając najdrobniejszy szczegół. – Do niedzieli uschniemy z tęsknoty.

Podmuchałam kawę, żeby szybciej wystygła, i upiłam łyk. Myśl o tym, że będę musiała spędzić całe dwa dni bez niego, wytrąciła mnie z równowagi. Co gorsza, wkurzało mnie, że spędzi tak wiele czasu beze mnie w miejscu, gdzie kobiety nie były tak popieprzone i nieznośne jak w Nowym Jorku.

Oboje wiemy, że to nie jest dla nas dobre – udało mi się wykrztusić.

Kto tak uważa? Nikt nie wie, jak to jest być na naszym miejscu.

W tej akurat kwestii byłam z nim zgodna.

Musimy jechać do pracy – powiedziałam, wiedząc, że ta patowa sytuacja doprowadzi nas tego dnia do szaleństwa. Za jakiś czas rozwiążemy problem, ale na razie bez wątpienia utknęliśmy w miejscu.

Gideon oparł się biodrem o ladę, skrzyżował nogi w kostkach i powtórzył z uporem maniaka:

Oboje chcemy, żebyś ze mną pojechała.

Gideonie – zastukałam nogą w kafelek z trawertynu. – Nie mogę poświęcić ci całego mojego życia. Jeśli będę na każde twoje zawołanie, szybko się mną znudzisz. Do cholery, ja sama nie będę mogła na siebie patrzeć. Przecież nie umrzemy, jeśli przez kilka dni zajmiemy się własnymi problemami, nawet jeśli nie mamy na to wielkiej ochoty.

Gideon świdrował mnie wzrokiem.

Sprawiasz zbyt wiele kłopotu, żeby sądzić, że jesteś na każde zawołanie.

Raczej ty sprawiasz zbyt wiele kłopotu!

Gideon się wyprostował. Zniknęła jego groźna i tajemnicza zmysłowość, a na jej miejsce pojawiła się surowa intensywność. Był tak samo zmienny i nieprzewidywalny jak ja.

Sporo się ostatnio o tobie pisze i mówi, Evo. Jest tajemnicą poliszynela, że mieszkasz w Nowym Jorku. Nie mogę cię tu zostawić samej na pastwę losu. Jeśli już koniecznie chcesz, to weź ze sobą Cary’ego. Możecie chwytać się za łby, kiedy będziesz na mnie czekała, żebym skończył robotę i potem cię rżnął.

– Rozumiem. – W chwili gdy przyjęłam za dobrą monetę jego próbę rozładowania atmosfery za pomocą żartu, zrozumiałam, dlaczego nie chciał zostawić mnie samej w Nowym Jorku. Obawiał się Nathana, mojego byłego brata przyrodniego, który był żyjącym koszmarem z mojej przeszłości. Gideon był przerażony, że Nathan zjawi się ponownie w mojej teraźniejszości. Ze strachem przyznałam mu w myślach rację. Tarcza anonimowości, która osłaniała mnie przez lata, roztrzaskała się w drobny mak dzięki temu, że media nagłośniły nasz związek.

Boże... Naprawdę nie mieliśmy czasu, żeby rozpoczynać kolejny drażliwy temat, ale wiedziałam dobrze, że Gideon nie odpuści mi w tej kwestii. Był człowiekiem, który uzurpował sobie prawo do wszystkiego, co do niego należało, i w bezwzględny sposób zwalczał swoich rywali. Nikomu nie pozwoliłby mnie skrzywdzić. Byłam jego bezpiecznym schronieniem, co czyniło mnie wyjątkową i nieocenioną.

Zerknął na zegarek.

Czas na nas, aniołku.

Wziął marynarkę i ruchem ręki pokazał, żebym poszła przodem. Zabrałam z jego luksusowego salonu torebkę na ramię oraz torbę, w której były moje buty i inne artykuły pierwszej potrzeby. Po chwili zjechaliśmy jego prywatną windą na sam dół i wślizgnęliśmy się na tylne siedzenie jego czarnego bentleya SUV-a.

Witaj, Angusie – przywitałam się z kierowcą, który dotknął daszka swojej czapki szofera.

– Dzień dobry, panno Tramell – odparł z uśmiechem Angus. Był starszym jegomościem, z rudą czupryną obficie przyprószoną siwizną. Lubiłam go z wielu powodów, między innymi dlatego, że woził Gideona od czasu, kiedy ten był jeszcze uczniem w podstawówce, i szczerze go kochał.

Kiedy zerknęłam na mojego roleksa, którego dostałam w prezencie od matki i ojczyma, wiedziałam, że mamy szansę zdążyć do pracy, pod warunkiem, że nie utkniemy w korku. Gdy o tym myślałam, Angus zgrabnie włączył się do ruchu w morzu taksówek i samochodów. Po pełnej napięcia ciszy, która panowała w apartamencie Gideona, hałas Manhattanu przywołał mnie do życia tak skutecznie jak zastrzyk kofeiny. Ryk klaksonów i dudnienie kół na włazach kanalizacyjnych natychmiast postawiły mnie na nogi. Strumień spieszących się przechodniów płynął po obu stronach zakorkowanej ulicy, a pobliskie budynki wyciągały się wyzywająco w górę ku niebu, pozostawiając nas w mroku, chociaż wzeszło już słońce.

Boże, naprawdę zakochałam się w tym mieście. Każdego dnia chłonęłam od nowa jego atmosferę i na nowo się nią syciłam.

Umościłam się wygodnie na skórzanym siedzeniu z tyłu samochodu i delikatnie ścisnęłam Gideona za rękę.

Czy poczułbyś się lepiej, gdybym na weekend wyjechała z Carym z miasta? Może skoczylibyśmy na chwilę do Vegas?

Gideon zmrużył oczy.

Czy Cary obawia się mnie z jakiegoś powodu i dlatego Arizona nie wchodzi w grę?

Co takiego? Nie. Nie sądzę. – Przysunęłam się nieznacznie i spojrzałam na niego. – Czasami muszę poświęcić całą noc na to, żeby się przede mną otworzył.

Nie sądzisz? – powtórzył Gideon, ignorując wszystko inne, co powiedziałam.

– Może się czuć pozostawiony sam sobie w chwilach, kiedy ma potrzebę porozmawiania ze mną, ponieważ każdą wolną minutę spędzam z tobą – wyjaśniłam, przytrzymując dwiema dłońmi kubek, kiedy najechaliśmy na właz. – Posłuchaj mnie, musisz przestać być zazdrosny o Cary’ego. Kiedy ci mówię, że traktuję go jak brata, nie żartuję. Nie musisz go lubić, ale pogódź się z faktem, że Cary jest częścią mojego życia.

Czy mówisz mu o mnie to samo?

Nie muszę. On o tym wie. Próbuję osiągnąć w tej sprawie kompromis...

Nie uznaję kompromisów.

Uniosłam brwi.

Jestem pewna, że nie uznajesz kompromisów w interesach. W tym wypadku chodzi jednak o przyjaźń, która wymaga ustępstw...

Gideon przerwał mi i warknął:

Polecisz do mojego hotelu moim samolotem, a jeśli opuścisz teren hotelu, moi goryle będą cię śledzić.

Zdumiała mnie jego raptowna i niechętna kapitulacja. Milczałam przez całą minutę, na tyle długo, że jego brwi wygięły się w końcu w wysoki łuk nad przeszywającymi mnie na wskroś błękitnymi oczami, które zdawały się mówić, że nie mam nic więcej do gadania.

Czy ty czasami nie przesadzasz? – Nie chciałam odpuścić. – Przecież Cary będzie ze mną.

Wybacz, ale nie uważam, żebyś była z nim bezpieczna po tym, co zrobił wczoraj. – Gideon popijał kawę, dając mi jednocześnie swoją postawą do zrozumienia, że nasza rozmowa dobiegła końca. Przedstawił mi opcje, które był w stanie zaakceptować.

Może i złościłabym się na niego za jego zuchwały i despotyczny ton, gdyby nie to, że tak naprawdę kierowała nim chęć opieki nade mną. Moja przeszłość skrywała brzydkie tajemnice, a kiedy zostałam dziewczyną Gideona, znalazłam się w świetle jupiterów, które mogły sprowadzić Nathana Barkera na próg mojego domu.

Poza tym kontrolowanie wszystkiego wokół siebie stanowiło część osobowości Gideona. To było w pakiecie, musiałam się z tym pogodzić.

Masz rację – zgodziłam się. – Który hotel należy do ciebie?

Mam kilka. Sama wybierz któryś z nich. – Odwrócił głowę i wyjrzał przez okno. – Scott wyśle ci listę mejlem. Kiedy się zdecydujesz, on się zajmie rezerwacją. W obie strony lecimy razem.

Oparłam ramię o siedzenie i napiłam się kawy, patrząc, jak na udzie dłoń Gideona zwija się w pięść. Jego odbicie w przyciemnionym oknie było chłodne, obojętne i pozbawione emocji, chociaż miałam wrażenie, że się zasępił.

– Dziękuję ci – rzekłam cicho.

Nie masz mi za co dziękować. Wcale mnie to nie cieszy, Evo. – Zauważyłam, jak drgnął mu mięsień w szczęce. – Przez to, że twój współlokator nawarzył piwa, ja muszę spędzić weekend bez ciebie.

Zrobiło mi się go żal, że z mojego powodu jest taki nieszczęśliwy. Wzięłam od niego kubek z kawą i włożyłam go do uchwytu. Następnie usiadłam okrakiem na jego kolanach i objęłam go ramionami.

Jestem ci ogromnie wdzięczna za to, że się o mnie troszczysz. To wiele dla mnie znaczy.

Gideon spojrzał na mnie swoimi dzikimi błękitnymi oczami.

– Wiedziałem, że oszaleję na twoim punkcie, kiedy tylko cię zobaczyłem.

Uśmiechnęłam się na wspomnienie naszego pierwszego spotkania.

Gdy leżałam na tyłku w holu budynku Crossfire?

Jeszcze wcześniej. Na zewnątrz.

Marszcząc czoło, zapytałam:

Na zewnątrz czego?

Na chodniku przed budynkiem. – Gideon chwycił mnie mocno za biodra i ścisnął w ten butny, apodyktyczny sposób, który powodował, że czułam ból na myśl o tym, jak bardzo go pragnę. – Miałem spotkanie na mieście i gdybym wyszedł minutę później, nie spotkałbym ciebie. Właśnie wsiadłem do samochodu, kiedy wyszłaś zza rogu.

Po jego słowach przypomniałam sobie, że przed budynkiem Crossfire stał bentley, ale byłam pod zbyt wielkim wrażeniem gmachu, żeby wtedy zwrócić uwagę na lśniący samochód. Zauważyłam go dopiero, kiedy odjechał.

Od razu cię dostrzegłem – dodał szorstko. – Nie mogłem oderwać od ciebie wzroku. Zapragnąłem cię natychmiast. Strasznie i bez umiaru. Szaleńczo.

Dlaczego wcześniej nie wpadłam na to, że coś się kryło za naszym pierwszym spotkaniem? Byłam pewna, że wpadliśmy na siebie przez przypadek. Ale przecież tego dnia właśnie wychodził... Co tylko znaczyło, że specjalnie wrócił do środka. Z mojego powodu.

– Stanęłaś tuż przy samochodzie – ciągnął – i wysoko zadarłaś głowę, żeby spojrzeć na budynek, a ja wyobraziłem sobie, jak klęczysz i patrzysz na mnie w taki sam sposób.

Kiedy Gideon wydał z siebie niski pomruk, zaczęłam się wić na jego kolanach.

Czyli jak? – wyszeptałam, urzeczona jego ognistym spojrzeniem.

– Z podnieceniem. Podziwem i... przestrachem. – Chwycił mnie za tyłek i przyciągnął do siebie. – Żadna siła nie mogła mnie powstrzymać przed wejściem za tobą do środka. I nagle zobaczyłem cię dokładnie tam, gdzie chciałem: tuż obok, na klęczkach przede mną. W tej jednej sekundzie przemknęły mi przez głowę fantazje o tym, co zrobię z tobą, kiedy zobaczę cię nagą.

Z ledwością przełykałam ślinę, przypominając sobie, że dokładnie to samo myślałam o nim.

Kiedy po raz pierwszy na ciebie spojrzałam, od razu pomyślałam o seksie. O głośnym, namiętnym seksie.

– Zauważyłem. – Jego dłonie pieściły moje plecy. – I wiedziałem, że zauważyłaś mnie. Zobaczyłaś coś we mnie. Przejrzałaś mnie na wskroś.

Właśnie z tego powodu wylądowałam na tyłku, w dosłownym znaczeniu tego słowa. Zajrzałam mu głęboko w oczy i zorientowałam się, jakie kierowały nim ograniczenia i jaką miał mroczną duszę. Dostrzegłam w nim siłę i głód, dominację i potrzebę komenderowania. W głębi duszy wiedziałam, że mną zawładnie. Poczułam ulgę, dowiedziawszy się, że on także doznał wstrząsu emocjonalnego na mój widok.

Gideon dotknął moich łopatek i przyciągnął mnie ku sobie jeszcze bliżej, tak że nasze czoła się zetknęły.

Nikt wcześniej tego we mnie nie zauważył. Jedynie ty – powiedział.

Poczułam ucisk w gardle. W gruncie rzeczy Gideon był twardzielem, ale potrafił być równocześnie słodki jak dziecko, co w nim ubóstwiałam, ponieważ to było czyste i niewinne. Jeśli nikt poza mną nie zadał sobie trudu, żeby dowiedzieć się, co się kryje za jego uderzająco pięknym obliczem i pokaźnym kontem w banku, to tylko oznaczało, że inni nie zasługiwali na to, aby go znać.

Nie zdawałam sobie sprawy. Byłeś całkowicie rozluźniony. Wydawało mi się, że ta sytuacja w ogóle ciebie nie obeszła.

– Rozluźniony – prychnął. – Ja płonąłem. Od tamtej chwili wciąż nie doszedłem do siebie. Kompletnie mi odwaliło.

– Łał. Dzięki.

To ty sprawiłaś, że cię pożądam – wydyszał. – I teraz nie mogę znieść myśli, że mam spędzić dwa dni z dala od ciebie...

Trzymając jego twarz w dłoniach, pocałowałam go czule, kusząco i przepraszająco zarazem.

Ja też cię kocham – szepnęłam, muskając jego piękne usta. – Nie znoszę być z dala od ciebie.

Odwzajemnił się chciwym, żarłocznym pocałunkiem, chociaż jego uścisk był łagodny i pełen szacunku. Tak jakbym była mu bardzo droga. Kiedy się ode mnie oderwał, oboje ciężko dyszeliśmy.

Nie jestem w twoim typie – przekomarzałam się z nim, chcąc rozładować atmosferę, zanim rozejdziemy się do swoich zajęć. Sympatia Gideona do brunetek była znana i świetnie udokumentowana.

W tym momencie bentley zwolnił i się zatrzymał. Angus wysiadł z samochodu, żeby dać nam odrobinę prywatności. Zostawił włączony silnik i klimatyzację. Kiedy wyjrzałam przez okno, zobaczyłam, że stoimy przed budynkiem Crossfire.

– Jeśli już mówimy o moim typie – Gideon odchylił głowę, oparł ją o siedzenie i wziął głęboki oddech – to Corinne była zaskoczona, kiedy cię zobaczyła. Spodziewała się kogoś zupełnie innego.

Zamarłam na wspomnienie byłej narzeczonej Gideona. Chociaż wiedziałam, że stanowili bardziej parę przyjaciół niż kochanków i że Gideon czuł się przy niej samotny, pazury zazdrości wbijały się w moje ciało. Zazdrość stanowiła jedną z moich najgorszych cech.

– Ponieważ jestem blondynką?

– Ponieważ... nie wyglądasz tak jak ona.

Wstrzymałam na chwilę oddech. Nie przyszło mi do głowy, że Corinne stanowiła dla niego punkt odniesienia. Nawet Magdalene Perez, jedna z przyjaciółek Gideona, która liczyła na więcej niż przyjaźń, opowiadała, że specjalnie zapuściła swoje ciemne włosy, chcąc naśladować Corinne. Ale do tej pory nie uświadamiałam sobie znaczenia tej obserwacji. Mój Boże... Jeśli to prawda, Corinne wciąż miała na Gideona ogromny wpływ, o wiele większy, niż potrafiłam znieść. Moje serce zaczęło mocniej bić i żołądek podszedł mi do gardła. Nienawidziłam jej, co było kompletnie bez sensu. Nienawidziłam myśli, że Gideon kiedyś należał do niej, chociaż w niewielkim ułamku. Nienawidziłam wszystkich kobiet, które poznały jego dotyk... jego pożądanie... jego niesamowite ciało.

Zaczęłam się z niego ześlizgiwać.

– Evo. – Gideon przytrzymał mnie, ściskając mocniej moje uda. – Wcale nie wiem, czy ona ma rację.

Mój wzrok powędrował w dół i zobaczyłam na jego prawej dłoni sygnet, który mu podarowałam na znak mojego zaangażowania. Poczucie, że Gideon należy do mnie, uspokoiło mnie, tak jak i wyraz dezorientacji na jego twarzy, kiedy odwzajemniłam jego spojrzenie.

Nie wiesz? – zapytałam.

– Jeżeli tak było, to nie byłem tego świadomy. Nie szukałem Corinne w innych kobietach. W ogóle nie wiedziałem, że czegoś szukam, dopóki nie spotkałem ciebie.

Kiedy moje dłonie ześlizgiwały się po klapach jego marynarki, czułam, jak ogarnia mnie ulga. Może faktycznie wcale nie szukał jej świadomie, a nawet jeśli tak było, to nie mogłam bardziej różnić się od Corinne pod względem temperamentu i wyglądu. Dla Gideona byłam wyjątkowa. Byłam kobietą, która stanowiła całkowite zaprzeczenie wszystkich kobiet, które spotkał na swojej drodze. Marzyłam o tym, żeby ta wiedza pomogła mi pokonać moją zazdrość.

– Może nie tyle chodziło o typ, ile o model. – Gładziłam koniuszkiem palca jego zmarszczki na czole. – Możesz zapytać o to dzisiaj doktora Petersena. Po tylu latach terapii chciałabym mieć więcej odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, ale niestety tak nie jest. Wciąż nie rozumiem wielu rzeczy w naszym związku. Nie umiem sobie wytłumaczyć, co takiego urzekło cię we mnie.

To, co ty zobaczyłaś we mnie, aniołku – odparł ze spokojem, a jego rysy złagodniały. – Mimo że wiesz, co się we mnie kryje, pragniesz mnie z taką samą siłą jak ja ciebie. Każdego wieczoru, gdy kładę się spać, ogarnia mnie przerażenie, że kiedy się obudzę, ciebie już nie będzie przy moim boku. Albo że się mnie wystraszyłaś... że istniałaś tylko w moich snach.

– Nie, Gideonie. – Mój Boże. Każdego dnia łamał mi serce i rozpadałam się na małe cząsteczki.

– Wiem, że nie potrafię mówić o moich uczuciach do ciebie, tak jak ty to robisz, ale należę do ciebie. Dobrze o tym wiesz.

– Tak, wiem, że mnie kochasz, Gideonie. – Szaleńczo. Gwałtownie. Obsesyjnie. Tak jak ja kocham jego.

– Uzależniłem się od ciebie. – Odchylając do tyłu głowę, Gideon pociągnął mnie w dół i pocałował słodko. Jego zuchwałe usta przesuwały się delikatnie pod moimi. – Dla ciebie mógłbym nawet zabić – wyszeptał. – Oddałbym wszystko, co mam... Ciebie jednej nie oddam. Dwa dni to wszystko, na co się zgodzę. Nie proś mnie o więcej, bo i tak ci tego nie dam.

Jego słowa wiele dla mnie znaczyły. Bogactwo Gideona chroniło go przed resztą świata, dawało mu władzę i kontrolę, która została mu odebrana w pewnym momencie jego życia. Tak jak ja doświadczył brutalności i agresji. To, że uznał, iż dla mojej osoby jest skłonny zrezygnować ze świętego spokoju tylko po to, aby mnie przy sobie zatrzymać, oznaczało więcej niż słowa „Kocham cię”.

– Mój mistrzu, daj mi tylko dwa dni, a potem wynagrodzę ci wszystko w dwójnasób.

Wreszcie z jego spojrzenia zniknęła surowość, którą zastąpił erotyczny żar.

– A więc to tak? Masz zamiar udobruchać mnie seksem, aniołku?

Tak – przyznałam się bezwstydnie. – Ofiaruję ci mnóstwo seksu. W końcu ta taktyka świetnie na ciebie działa.

Gideon wydął wargi, ale jego wzrok był tak przenikliwy, że zaczęłam szybciej oddychać. To mroczne spojrzenie przypomniało mi po raz kolejny, że Gideon nie należał do tych mężczyzn, których można było prowadzić za rękę albo zdominować.

Evo – wymruczał, półleżąc na siedzeniu z drapieżną swawolnością zwinnej pantery, która zgrabnie zapędziła myszkę do swojej nory.

Moim ciałem wstrząsnął cudowny dreszcz. Gdy chodziło o Gideona, najbardziej na świecie pragnęłam zostać przez niego pożartą.


2

Jadąc windą do Waters Field & Leaman, agencji reklamowej na dwudziestym piętrze, dla której pracowałam, Gideon szepnął mi do ucha:

– Myśl o mnie przez cały dzień.

Ukradkiem ścisnęłam jego dłoń w zatłoczonej windzie.

– Myślę o tobie bez przerwy.

Gideon pojechał na ostatnie piętro, na którym mieściła się główna siedziba Cross Industries. Budynek Crossfire należał do niego, był jedną z jego wielu nieruchomości w Nowym Jorku, tak jak i apartamentowiec, w którym mieszkałam.

Starałam się nie zwracać na to uwagi. Moja matka była łowczynią posagów i poświęciła miłość mojego ojca dla życia, które obfitowało w dostatek, czego kompletnie nie potrafiłam zrozumieć. Zawsze wybrałabym miłość zamiast bogactwa, ale rozumiem też, że łatwo było mi tak myśleć, ponieważ miałam pieniądze – pokaźny portfel inwestycyjny, którego byłam wyłączną właścicielką. Jeszcze nigdy z niego nie skorzystałam i nie miałam zamiaru tego robić. Zapłaciłam za niego zbyt wysoką cenę i nie wyobrażałam sobie, że coś może być tego warte.

Recepcjonistka Megumi wpuściła mnie przez ochronne szklane drzwi i powitała z szerokim uśmiechem. Była śliczną kobietą w moim wieku. Modnie obcięte na boba lśniące czarne włosy okalały jej zachwycające azjatyckie rysy.

– Hej – powiedziałam, zatrzymując się przy jej biurku. – Masz jakieś plany na obiad?

– Już teraz mam.

– Świetnie. – Uśmiechnęłam się do niej szczerze i serdecznie. Uwielbiałam Cary’ego i lubiłam spędzać z nim czas, lecz od czasu do czasu fajnie było pobyć z koleżankami. Cary powoli budował sobie sieć kolegów i przyjaciół w przybranym mieście, a ja prawie od samego początku zostałam wessana w wir związany z Gideonem. Marzyłam o tym, żeby móc z nim spędzać każdą chwilę, ale wiedziałam, że to nie jest zdrowe. Koleżanki potrafiły być ze mną szczere, gdy tego potrzebowałam, więc musiałam zabiegać o przyjaźń z nimi, jeśli mi na nich zależało.

Długim korytarzem doszłam wreszcie do mojego boksu. Włożyłam torebkę i torbę do dolnej szuflady biurka, a na wierzchu zostawiłam telefon, żeby go wyciszyć. Wtedy zobaczyłam esemesa od Cary’ego: – „Wybacz, mała”.

– Cary Taylorze – westchnęłam. – Kocham cię... nawet gdy mnie wkurzasz.

A wczoraj wkurzył mnie maksymalnie. Nie było kobiety, która miałaby ochotę wrócić do domu i ujrzeć scenę orgii na podłodze własnego salonu, zwłaszcza po kłótni ze swoim chłopakiem.

Odpisałam mu: „Zarezerwuj sobie dla mnie weekend, jeśli to możliwe”.

Po mojej wiadomości nastąpiła długa przerwa, podczas której wyobrażałam sobie, jak Cary rozważa moją propozycję. Wreszcie mi odpisał: „Cholera. Rozumiem, że zamierzasz mi nieźle przyłożyć”.

– Może trochę – mruknęłam do siebie. – Wstrząsnął mną dreszcz, kiedy przypomniałam sobie... grupenseks, na który się natknęłam. Pomyślałam jednak, że przede wszystkim Cary i ja powinniśmy fajnie spędzić ze sobą czas. Stosunkowo od niedawna mieszkaliśmy na Manhattanie, oboje znaleźliśmy się w obcym mieście i mieszkaniu, podjęliśmy nową pracę, mieliśmy nowe doświadczenia, zarówno on, jak i ja zawieraliśmy nowe znajomości z mężczyznami. Oboje zostaliśmy wyrwani z naszych naturalnych środowisk i musieliśmy walczyć o swoje. Jako że uginaliśmy się pod sporym ciężarem negatywnych doświadczeń z przeszłości, nie najlepiej nam szło. Zazwyczaj mogliśmy na sobie polegać i być dla siebie wsparciem, ale ostatnio nie mieliśmy na to czasu. Naprawdę powinniśmy pobyć trochę we dwoje.

„Masz ochotę na wypad do Vegas? Tylko ty i ja?”.

„Cholera, jasne, że tak!”, odpisał.

„Powiem ci więcej później”.

Wyciszyłam telefon i odłożyłam go na miejsce. Zerknęłam na dwa kolaże w ramkach, które stały obok mojego monitora. W jednej ramce były zdjęcia moich rodziców i Cary’ego, a w drugiej fotografie moje i Gideona, który sam wybrał zdjęcia, pragnąc, żeby przypominały mi jego, podobnie jak moje zdjęcia na jego biurku. A przecież ja wcale nie potrzebowałam przypominajki...

Byłam szczęśliwa, że mogę mieć blisko siebie podobizny ludzi, których kochałam: moją matkę ze złotymi lokami i zniewalającym uśmiechem, jej apetyczne ciało odziane wyłącznie w skąpe bikini na jachcie mojego ojczyma na Lazurowym Wybrzeżu, oraz jej męża Richarda Stantona, który wyglądał królewsko i dostojnie. Jego srebrzyste włosy podkreślały w intrygujący sposób urodę o wiele młodszej od niego małżonki. Cary został uchwycony w całej swojej fotogenicznej glorii i chwale, z lśniącymi kasztanowymi włosami i błyszczącymi zielonymi oczami oraz z szerokim i figlarnym uśmiechem. Jego buzia za milion dolarów pojawiała się coraz częściej w kolorowych magazynach i za chwilę ozdobi billboardy oraz przystanki autobusowe w reklamach ubrań marki Grey Isles.

Zajrzałam na drugą stronę korytarza za szklaną ścianę, która skrywała minibiuro Marka Garrity’ego. Zobaczyłam jego marynarkę przewieszoną przez krzesło Aeron, ale Marka nie było w środku. Nie zdziwiłam się więc, gdy spotkałam go w naszej kuchni, gdzie z marsową miną przyglądał się kubkowi z kawą, od której zarówno on, jak i ja byliśmy uzależnieni.

– Byłam pewna, że potrafisz obsłużyć to ustrojstwo – zauważyłam, mając na myśli jego kłopoty z ekspresem na jeden kubek.

– Potrafię dzięki tobie. – Mark uniósł głowę i posłał mi uroczy szelmowski uśmiech. Miał błyszczącą ciemną skórę, ładnie ostrzyżoną kozią bródkę oraz łagodne piwne oczy. Poza tym, że przyjemnie było na niego popatrzeć, był także świetnym szefem. Z radością dzielił się ze mną wiedzą o reklamie i ufał, że nie musi mi powtarzać dwa razy, co i jak mam zrobić. Byliśmy zgranym zespołem i liczyłam na długą współpracę.

– Skosztuj – powiedział, sięgając po drugi kubek z parującą cieczą, który stał na kontuarze. Podał mi go, a ja wzięłam go z wdzięcznością, doceniając fakt, że Mark pomyślał o tym, żeby dodać śmietankę i słodzik, ponieważ pamiętał, że taką właśnie kawę pijam.

Ostrożnie wzięłam łyk, bo wiedziałam, że kawa jest gorąca, lecz natychmiast zakrztusiłam się z powodu jej zaskakującego i ohydnego smaku.

– Co to jest? – wymamrotałam.

– Kawa o smaku czarnych jagód.

Opryskliwie i z grymasem niezadowolenia na twarzy skomentowałam jego odpowiedź:

– Kto, do cholery, chciałby pić to świństwo?

– A, widzisz... Właśnie do nas należy wymyślenie grupy docelowej, której mamy ją sprzedać. – Mark uniósł swój kubas w geście toastu. – Za zdrowie naszego nowego klienta!

Krzywiąc się niemiłosiernie, wyprostowałam się i wzięłam kolejny łyk.

*

Niestety dwie godziny później wciąż chciało mi się jechać do Rygi po słodkim smaku sztucznych jagód, który został mi na języku. Ponieważ zbliżała się przerwa na lunch, zaczęłam szukać w internecie doktora Terrence’a Lucasa, mężczyzny, który wyraźnie zirytował Gideona wczoraj wieczorem podczas kolacji. Ledwie wpisałam jego nazwisko do wyszukiwarki, zadzwonił mój telefon na biurku.

– Biuro Marka Garrity’ego – oznajmiłam do słuchawki. – Przy telefonie Eva Tramell.

– Z tym Vegas to na poważnie? – Cary od razu przeszedł do rzeczy.

– Absolutnie.

Cary milczał przez chwilę, po czym zapytał:

– Czy zamierzasz powiedzieć mi tam, że wprowadzasz się do swojego kochasia milionera, a ja mam ci zniknąć z oczu?

– Co? Nie. Odbiło ci? – Z całej siły zacisnęłam powieki, kiedy zrozumiałam, jak bardzo niepewnie czuł się Cary, podczas gdy ja sądziłam, że nasza przyjaźń jest zbyt głęboka na tego rodzaju bolączki. – Jesteśmy ze sobą na dobre i na złe, nie muszę cię chyba w tym utwierdzać.

– Czyli obudziłaś się dzisiaj rano z myślą, że ruszamy do Vegas?

– Mniej więcej. Pomyślałam, że przez kilka dni będziemy pili mojito przy basenie i jedli posiłki w pokoju.

– Obawiam się, że krucho u mnie z forsą.

– Spokojna głowa. Gideon nam stawia. Lecimy jego samolotem do jego hotelu. Musimy zapłacić tylko za drinki i żarcie. – Skłamałam, ponieważ zamierzałam opłacić wszystko z wyjątkiem przelotu, ale Cary nie musiał o tym wiedzieć.

– On nie leci z nami?

Rozparłam się wygodnie na krześle i spojrzałam na zdjęcie Gideona. Piekielnie się za nim stęskniłam, chociaż dopiero co się widzieliśmy.

– Musi coś załatwić w Arizonie, więc polecimy z nim w obie strony, ale w Vegas będziemy sami, ty i ja. Myślę, że obojgu nam to dobrze zrobi – odpowiedziałam.

– Taa – Cary odetchnął chrapliwie. – Przyda mi się zmiana klimatu i czas spędzony w towarzystwie mojej najlepszej przyjaciółki.

– W takim razie załatwione. Gideon chce wylecieć jutro o ósmej wieczorem.

– Zaraz się spakuję. Może i ciebie spakować?

– Naprawdę mógłbyś? Jesteś kochany! – Równie dobrze Cary mógłby być zawodowym stylistą albo doradzać przy zakupach. Miał ogromny talent, jeśli chodzi o dobór ubrań.

– Evo?

– Tak?

Cary westchnął ciężko.

– Dzięki, że się na mnie nie gniewasz za to wczorajsze gówno.

– Zamknij się.

Kiedy się pożegnaliśmy, patrzyłam długo na aparat telefoniczny, nie mogąc pogodzić się z myślą, że Cary jest taki nieszczęśliwy, chociaż wszystko w jego życiu przecież świetnie się układało. Był prawdziwym ekspertem od autodestrukcji, wciąż odrzucał od siebie myśl, że i on miał prawo do szczęścia.

Zmusiłam się, żeby przestać o nim myśleć, i dzięki wyszukiwarce Google na moim ekranie przypomniałam sobie, że interesuje mnie doktor Terry Lucas. Znalazłam w internecie kilka artykułów na jego temat, uzupełnionych o zdjęcia, które przypieczętowały rezultaty moich poszukiwań.

Pediatra. Czterdzieści pięć lat. Żonaty od dwudziestu lat. Nerwowo wpisałam hasło „Doktor Terrence z małżonką”, wzdrygając się w duchu na myśl, że zaraz zobaczę długowłosą brunetkę o złotej karnacji. Odetchnęłam więc z ulgą, kiedy wyskoczyła mi na ekranie blada kobieta o krótkich rudych włosach.

Po chwili miałam jednak jeszcze więcej pytań. Wcześniej byłam przekonana, że obaj mężczyźni posprzeczali się właśnie z powodu kobiety.

Tak naprawdę Gideon i ja niewiele o sobie wiedzieliśmy. Znaliśmy tylko swoje brudne sekrety, w każdym razie on wiedział wszystko o moich, podczas gdy ja domyślałam się raczej wielu rzeczy z powodu dość oczywistych wskazówek. Poznaliśmy nasze codzienne nawyki z racji tego, że razem pomieszkiwaliśmy i spędzaliśmy ze sobą noce u niego albo u mnie. Gideon poznał połowę mojej rodziny, a ja poznałam całą jego rodzinę. Nasz związek nie trwał jednak wystarczająco długo, żeby zgłębić poboczne wątki naszego życia. Szczerze mówiąc, sądzę, że nie byliśmy na tyle otwarci i dociekliwi, bo tak naprawdę baliśmy się dokopać do jeszcze głębszych pokładów świństw w naszym i tak już kulejącym związku.

Byliśmy ze sobą, ponieważ uzależniliśmy się od siebie. Nigdy przedtem nie czułam się tak odurzona jak wtedy, kiedy byłam szczęśliwa w jego towarzystwie, i wiem, że on czuł się tak samo ze mną. Przechodziliśmy przez wyżymaczkę emocji właśnie dla tych doskonałych chwil, ale proces był tak żmudny i niepewny, że tylko nasz upór, determinacja i miłość sprawiały, iż mogliśmy o nie walczyć.

Dość tego zadręczania się.

Otworzyłam skrzynkę pocztową, w której czekały na mnie codzienne aktualne informacje o Gideonie Crossie. Dzisiejsze linki prowadziły mnie głównie do zdjęć Gideona w smokingu bez krawata oraz do moich podczas uroczystej kolacji charytatywnej w hotelu Waldorf Astoria wczoraj wieczorem.

– Boże. – Patrząc na siebie w koktajlowej sukience projektu Very Wang, pomyślałam o mojej matce, nie tylko dlatego, że byłam do niej łudząco podobna, ale dlatego, że stałam pod rękę z megafinansistą.

Monica Tramell Barker Mitchell Stanton potrafiła doskonale odgrywać rolę żony zdobywcy trofeów. Świetnie wiedziała, jakie spoczywają na niej obowiązki, i potrafiła perfekcyjnie się z nich wywiązać. Chociaż dwukrotnie się rozwodziła, za każdym razem to właśnie ona występowała o rozwód, i za każdym razem jej byli małżonkowie rozpaczali z tego powodu. Mimo że bardzo ją kochałam, bo była szczera i uczciwa, dorastałam, pragnąc niezależności. Moje prawo do mówienia „nie” było dla mnie największą wartością.

Zmniejszyłam okienko ze skrzynką pocztową, odsunęłam na bok myśli o moim życiu osobistym i ponownie zajęłam się wyszukiwaniem zestawień rynkowych na temat kawy o smaku owocowym. Zajmowałam się koordynacją wstępnych spotkań strategów z Markiem, a także pomagałam mu w burzy mózgów na temat kampanii dotyczącej restauracji serwującej dania bezglutenowe. W południe poczułam potężny głód. Kiedy zadzwonił telefon, odebrałam go ze swoją zwyczajową formułką.

– Evo? – usłyszałam kobiecy głos z mocnym akcentem. – Tu Magdalene. Czy możesz mi poświęcić minutę?

Odchyliłam się na krześle, czujna i w stanie pełnej gotowości bojowej. Ja i Magdalene nawiązałyśmy nić sympatii, kiedy Corinne niespodziewanie pojawiła się ponownie w życiu Gideona, ale nie potrafiłam zapomnieć, jaka Magdalene była wobec mnie jadowita, kiedy spotkałyśmy się pierwszy raz.

– Mam tylko chwilę – odrzekłam. – Co się stało?

Magdalene westchnęła, a potem zaczęła wyrzucać z siebie słowa z prędkością karabinu maszynowego:

– Wczoraj siedziałam za plecami Corinne. Usłyszałam to i owo z jej rozmowy z Gideonem podczas kolacji.

Poczułam napięcie w żołądku, przygotowując się na emocjonalny cios. Magdalene wiedziała doskonale, jak może wykorzystać moją niepewność, jeśli chodziło o Gideona.

– Wywlekanie brudów, kiedy jestem w pracy, jest podłą zagrywką z twojej strony – oświadczyłam zimno. – Ja nie...

– On cię wcale nie lekceważył.

Z osłupienia otworzyłam usta, a Magdalene sprytnie wypełniła ciszę.

– On się nią bawił, Evo. Corinne sugerowała mu, co może ci pokazać w Nowym Jorku, bo jesteś tu od niedawna, ale robiła to, wspominając miejsca, w których bywali razem.

– Spacer aleją wspomnień – mruknęłam, wdzięczna losowi za to, że niewiele słyszałam z rozmowy Gideona i jego byłej dziewczyny, którą prowadzili półszeptem.

– Tak. – Magdalene odetchnęła głęboko. – Dałaś stamtąd nogę, bo ci się wydawało, że na jej widok Gideon zapomniał o bożym świecie. Chcę ci powiedzieć, że cały czas o tobie myślał i starał się trzymać Corinne z daleka od ciebie, żeby nie zrobiła ci przykrości.

– A niby dlaczego tobie miałoby na tym zależeć?

– Kto mówi, że mi zależy? Jestem ci to winna za nasze pierwsze spotkanie.

Zastanowiłam się nad tym. Tak, rzeczywiście była mi to winna po tym, jak zaatakowała mnie w łazience zawistną gadką. Mimo to nie sądziłam, że była to jej jedyna motywacja. Może z dwojga złego wolała mnie od Corinne. Może chciała utrzymywać dobre relacje z wrogami.

– W takim razie w porządku. Bardzo ci dziękuję.

Nie przeczę, że po tym, co usłyszałam, poczułam się lepiej. Nawet nie zdawałam sobie sprawy z ciężaru, który nosiłam, a od którego uwolniłam się teraz.

– Jest jeszcze coś – Magdalene mówiła dalej. – Zaczął cię szukać.

Ścisnęłam kurczowo słuchawkę. Gideon zawsze mnie szukał... bo ja zawsze przed nim uciekałam. Mój powrót do normalności wciąż opierał się na kruchych podstawach i nauczyłam się go chronić za wszelką cenę. Kiedy coś zagrażało mojej równowadze, natychmiast się ulatniałam.

– Gideon miał przed tobą inne kobiety, które stawiały mu ultimatum. Albo się nudziły, albo żądały od niego, aby zwrócił na nie uwagę lub wyróżniał je spośród innych. Porzucały go, mając nadzieję, że będzie je ścigał. I wiesz, co on wtedy robił?

– Nic – odparłam cicho. Zdążyłam go dobrze poznać. Nigdy nie spędzał czasu z kobietami, z którymi sypiał, i nigdy nie sypiał z kobietami, z którymi spędzał czas towarzysko. Corinne i ja byłyśmy jedynymi wyjątkami od tej reguły, i to był kolejny powód, dla którego wpadałam w szał zazdrości z powodu jego byłej dziewczyny.

– Zależało mu tylko na tym, aby Angus odwiózł je bezpiecznie do domu – potwierdziła Magdalene, a ja pomyślałam, że także próbowała w pewnym momencie zastosować tę taktykę wobec Gideona. – Ale kiedy wyszłaś, po chwili za tobą pobiegł. Nie był sobą, kiedy się żegnał. Wydawał się błądzić gdzieś myślami, był nieobecny.

Bo poczuł strach. Zamknęłam oczy i w duchu skopałam sobie tyłek, i to mocno.

Gideon nieraz mówił mi, że kiedy uciekałam, ogarniało go przerażenie, bo nie umiał poradzić sobie z myślą, że mogę do niego nie wrócić. Co z tego, że powtarzałam mu, iż nie wyobrażam sobie życia bez niego, skoro co innego mówiły mu moje czyny? Nic dziwnego, że nie otworzył się przede mną i nie opowiedział mi o swojej przeszłości.

Musiałam przestać uciekać. Gideon i ja powinniśmy stoczyć o nas walkę, jeśli chcemy, żeby nam się udało.

– Czy teraz ja jestem ci coś winna? – zapytałam neutralnie, odmachując Markowi, który zamachał do mnie w drodze na lunch.

Magdalene gwałtownie odetchnęła.

– Znam Gideona od wieków. Nasze matki są przyjaciółkami. Nie unikniemy częstych spotkań, więc mam nadzieję, że nie będziemy się czuły skrępowane w swoim towarzystwie.

Słuchałam słów kobiety, która niedawno podeszła do mnie i oznajmiła mi, że w momencie kiedy Gideon wsadził we mnie fiuta, przestałam dla niego cokolwiek znaczyć. I dotknęła mnie w chwili, kiedy byłam wyjątkowo bezbronna.

– Posłuchaj mnie, Magdalene, jeśli nie będziesz dążyć do konfrontacji, to sobie poradzimy. – A skoro zdobyła się wobec mnie na uczciwość, dodałam szczerze: – Sama potrafię spieprzyć związek z Gideonem, zaufaj mi. Nie potrzebuję niczyjej pomocy.

Magdalene zaśmiała się cicho.

– To był mój błąd, jak sądzę. Byłam zbyt ostrożna i uprzejma. On musi to z tobą przepracować. W każdym razie... Minuta już dawno minęła. Dziękuję, że poświęciłaś mi swój czas.

– Miłego weekendu – życzyłam jej w ramach podziękowań. Wciąż nie byłam pewna, jakimi naprawdę kierowała się pobudkami.

– Wzajemnie – odparła.

Kiedy odłożyłam słuchawkę na widełki, rzuciłam okiem na swoje zdjęcia z Gideonem. W jednej chwili ogarnęła mnie żądza i zachłanność. Chociaż teraz należał do mnie, nie miałam pewności, że jutro też tak będzie. Nie znałam dnia ani godziny. Myśl, że inna kobieta mogłaby go mieć, była nie do zniesienia.

Otworzyłam dolną szufladę i wymacałam w torebce telefon. Pragnęłam, żeby Gideon pomyślał o mnie tak samo żarliwie, jak ja myślałam o nim, napisałam mu więc esemesa o moim nagłym głodzie i chęci schrupania go. „Zrobiłabym wszystko, żeby ci teraz obciągnąć”.

Następnie wyobraziłam sobie, jak wyglądał Gideon, kiedy brałam go do ust, i jakie wydawał z siebie dzikie, i zwierzęce odgłosy tuż przed osiągnięciem orgazmu.

Wstałam i usunęłam tekst, kiedy tylko zobaczyłam, że został mu dostarczony, a potem wrzuciłam telefon do torebki. Ponieważ było południe, pozamykałam okienka w komputerze i poszłam do recepcji po Megumi.

– Czy masz ochotę zjeść coś konkretnego? – zapytała, zrywając się na równe nogi, dzięki czemu miałam okazję podziwiać jej lawendową sukienkę z paskiem i bez rękawów.

Zakasłałam, ponieważ jej pytanie nadeszło niespodziewanie szybko po esemesie, którego wysłałam do Gideona.

– Nie. Ty coś wybierz. Ja się dostosuję.

Pchnęłyśmy szklane drzwi i udałyśmy się w stronę wind.

– Nie mogę się doczekać weekendu – jęknęła Megumi, naciskając guzik paznokciem pokrytym akrylem. – Jeszcze półtora dnia.

– Masz już jakieś plany na miłe spędzenie czasu?

– To się okaże. – Megumi westchnęła i zatknęła kosmyk włosów za ucho. – Randka w ciemno – wytłumaczyła mi smętnie.

– Czy osoba, która cię w to wkręciła, jest godna zaufania?

– To moja współlokatorka. Przynajmniej mogę liczyć na to, że facet będzie atrakcyjny fizycznie, bo wiem, z kim sama szlaja się po nocach.

Uśmiechałam się, gdy winda stanęła na naszym piętrze. Wsiadłyśmy do środka.

– W takim razie jest szansa na sukces – powiedziałam.

– Nie jestem pewna, bo ona też go poznała na randce w ciemno. Zarzeka się, że jest fantastyczny, tyle że bardziej w moim typie niż jej.

– Hm.

– No właśnie. – Megumi potrząsnęła głową i spojrzała w górę na ozdobną igłę nad drzwiami windy, która wskazywała poszczególne piętra.

– Dasz mi znać, jak było?

– Oczywiście. Życz mi powodzenia.

– To się rozumie samo przez się.

Kiedy znalazłyśmy się w lobby, poczułam pod ramieniem, że wibruje mi torebka. Przechodząc przez bramkę, wymacałam telefon. Gdy zobaczyłam, że wyświetliło się imię Gideona, który dzwonił zamiast wysłać wiadomość, ścisnęło mnie w żołądku.

– Przepraszam cię na chwilę – rzekłam do Megumi, zanim odebrałam telefon.

– Nie krępuj się. – Machnęła niedbale ręką.

– Hej – przywitałam Gideona figlarnie.

– Evo.

Omal się nie przewróciłam, słysząc, jak wymruczał moje imię. Jego zachrypnięty głos skrywał ocean możliwości.

Zwolniłam kroku. Nie byłam w stanie wykrztusić ani słowa w reakcji na moje imię wypowiedziane przez niego w gorączce, której tak pożądałam, ze wzburzeniem, które podpowiadało mi, że Gideon najbardziej na świecie pragnie znaleźć się teraz we mnie.

Obok mnie przechodzili ludzie, wchodząc i wychodząc z budynku, a ja stałam jak skamieniała, wsłuchana w nabrzmiałą od napięcia ciszę, która zapadła w słuchawce, pulsującą niewypowiedzianym i przemożnym pożądaniem. Gideon nie wydawał z siebie dźwięku, nie słyszałam nawet jego oddechu, ale czułam jego zwierzęcą tęsknotę. Gdyby nie fakt, że Megumi cierpliwie na mnie czekała, wskoczyłabym do windy i ruszyła w te pędy na górę, żeby zaspokoić jego milczący rozkaz i spełnić moją esemesową obietnicę.

Na wspomnienie, kiedy obciągałam mu w jego biurze, w moim ciele zawrzało, a moje usta zwilgotniały. Przełknęłam ślinę.

– Gideonie...

– Chciałaś, żebym zwracał na ciebie większą uwagę, więc proszę bardzo. Chcę, żebyś powiedziała na głos to, co napisałaś.

Oblałam się rumieńcem.

– Nie mogę. Nie tutaj. Zadzwonię do ciebie później.

– Podejdź do kolumny i ukryj się za nią.

Ze zdumieniem rozejrzałam się dookoła, szukając go w tłumie, a potem przypomniałam sobie, że dzwonił ze swojego biura. Uniosłam wzrok w poszukiwaniu kamery. Natychmiast poczułam na sobie spojrzenie Gideona, gorące i pożądliwe. Podniecenie przeszyło moje ciało, rozpalone jego żądzą.

– Pośpiesz się, aniołku, koleżanka czeka.

Poszłam w kierunku kolumny, oddychając szybko i głośno łapiąc powietrze.

– A teraz mi powiedz. Po twoim esemesie stanął mi. Co zamierzasz z tym zrobić?

Dotknęłam dłonią szyi, a mój wzrok spoczął bezradnie na Megumi, która obserwowała mnie z wysoko uniesionymi brwiami. Uniosłam do góry palec, dając jej tym samym znak, że proszę o jeszcze jedną minutę, a potem odwróciłam się do niej plecami i szepnęłam:

– Chcę cię wziąć do ust.

– Dlaczego? Żeby się ze mną pobawić? Podroczyć się ze mną tak, jak to robisz teraz? – W jego głosie nie było żaru, lecz spokojna surowość.

Dobrze wiedziałam, że muszę mieć się na baczności, kiedy Gideon zaczynał mówić o seksie poważnym tonem.

– Nie. – Uniosłam twarz w kierunku przyciemnionej kopuły w suficie, która ukrywała najbliższą kamerę. – Żebyś miał wytrysk. Uwielbiam, kiedy masz orgazm.

Usłyszałam, jak oddycha chrapliwie.

– W takim razie to jest prezent.

Tylko ja wiedziałam, ile to dla niego znaczyło, żeby móc postrzegać akt seksualny jako dar. Kiedyś seks kojarzył mu się z bólem i poniżeniem, z chucią i przymusem. Dzięki mnie zaczął go kojarzyć z przyjemnością i miłością.

– Jak zawsze – odparłam.

– To dobrze, Evo, bo jesteś moim skarbem i cenię głęboko nasz związek. A nawet nasze pragnienie, żeby się wciąż pieprzyć, jest mi bliskie, ponieważ żywimy dla siebie uczucie.

Poczułam, jak uginają się pode mną kolana, kiedy uzmysłowiłam sobie, że znowu wpadłam w pułapkę dawnego niszczącego nałogu. Wykorzystałam przyciąganie seksualne, żeby podleczyć nim brak poczucia własnej wartości. Jeśli Gideon był napalony na mnie, to nie mógł być napalony na kogoś innego. Skąd wiedział, co mi się kołacze po głowie?

– Tak – oddychałam głośno. – Żywimy dla siebie uczucie.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.