Protokoły mędrców Syjonu - Janusz Tazbir - ebook

Protokoły mędrców Syjonu - ebook

Janusz Tazbir

(0)
Wydawca: Iskry Kategoria: Humanistyka Język: polski

Książka zabezpieczona watermarkiem. Przeczytasz ją na:

komputerze PDF
Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

W 1903 roku na łamach petersburskiego czasopisma Russkoje Znamia, a dwa lata później już jako oddzielna edycja książkowa, ukazały się Protokoły mędrców Syjonu. Wzbudziły ogromną sensację, zawierały bowiem teksty, z których wynikało niezbicie, że za wszelkie przewroty społeczne odpowiedzialni są Żydzi, którzy dążą w ten sposób do przejęcia władzy nad światem. I choć bardzo prędko autentyczność Protokołów...została zakwestionowana i obalona (tekst powstał z inicjatywy carskiej ochrany, a jego autorem był Mathieu Gołowinski), do dnia dzisiejszego dnia budzą one ogromne zainteresowanie i wydawane są w wielu krajach zarówno w Polsce i Rosji, jak i Stanach Zjednoczonych a nawet w Japonii. Najnowsza edycja poprzedzona została obszernym wstępem prof. Janusza Tazbira, który z właściwą sobie skrupulatnością i swadą wyjaśnia zagadki związane z tym kontrowersyjnym tekstem stanowiącym od lat element kanonu biblii antysemityzmu.






Opra­co­wa­nie gra­ficz­ne: An­drzej Ba­rec­ki

Co­py­ri­ght © by Ja­nusz Ta­zbir, War­sza­wa 2003

Co­py­ri­ght © by Wy­daw­nic­two ISKRY, War­sza­wa 2003

Wy­da­nie I w tej edy­cji

ISBN 978-83-244-0296-0

Wy­daw­nic­two ISKRY

ul. Smol­na 11, 00-375 War­sza­wa

Dział han­dlo­wy: tel./faks (0-22) 827-33 89

e-mail: iskry@iskry.com.pl

www.iskry.com.pl

Skład wersji elektronicznej:

Virtualo Sp. z o.o.


Spiskowa teoria dziejów

Hi­sto­ria taj­nych sto­wa­rzy­szeń do­cze­ka­ła się już roz­le­głej i wie­lo­ję­zycz­nej li­te­ra­tu­ry przed­mio­tu, na rów­ni zresz­tą trak­tu­ją­cej or­ga­ni­za­cje prze­stęp­cze upra­wia­ją­ce ter­ror (ka­mor­ra lub ma­fia) czy sek­ty po­słu­gu­ją­ce się skry­to­bój­czy­mi mor­da­mi (asa­sy­ni, tu­go­wie) i – kon­spi­ra­cje dą­żą­ce do od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści (na­sze wol­no­mu­lar­stwo na­ro­do­we z okre­su Kró­le­stwa Pol­skie­go) lub oba­le­nia wstecz­nej for­my rzą­dów (de­ka­bry­ści). Pod­czas gdy wy­żej wy­mie­nio­ne sto­wa­rzy­sze­nia są zwią­za­ne z okre­ślo­nym cza­sem i miej­scem, to tem­pla­riu­szom, ró­żo­krzy­żow­com, ilu­mi­na­tom, przede wszyst­kim zaś ma­so­ne­rii bywa przy­pi­sy­wa­ny na­der dłu­gi ży­wot, któ­re­go po­cząt­ki się­ga­ją rze­ko­mo wcze­sne­go śre­dnio­wie­cza czy na­wet cza­sów bi­blij­nych. Taj­nym sto­wa­rzy­sze­niom zo­sta­ła po­świę­co­na nie tyl­ko roz­le­gła li­te­ra­tu­ra; przez pe­wien czas wy­cho­dzi­ło na­wet spe­cjal­ne cza­so­pi­smo ich do­ty­czą­ce („Re­vue In­ter­na­tio­na­le des So­ci­étés Se­cre­tes”). Obok za­wo­do­wych hi­sto­ry­ków, o taj­nych sto­wa­rzy­sze­niach chęt­nie pi­szą pu­bli­cy­ści, re­ali­zu­ją­cy pew­ne po­li­tycz­ne cele lub żąd­ni po­kup­nej sen­sa­cji. Czy­nią to za­zwy­czaj przy za­cho­wa­niu po­zo­rów na­uko­wo­ści, za­rzu­ca­jąc przy tym ba­da­czom, iż z róż­nych wzglę­dów po­mi­ja­ją mil­cze­niem zna­ne so­bie ma­te­ria­ły na te­mat „spi­sków prze­ciw­ko świa­tu”, ja­kie po­wsta­wa­ły w róż­nych epo­kach hi­sto­rii.

W cza­sach no­wo­żyt­nych za­miar pod­po­rząd­ko­wa­nia so­bie ca­łej kuli ziem­skiej za­czę­to przy­pi­sy­wać ko­lej­no je­zu­itom, ma­so­nom, mę­dr­com Sy­jo­nu, ko­mu­ni­stycz­nej trze­ciej mię­dzy­na­ro­dów­ce. Ży­dzi mie­li ste­ro­wać wszyst­ki­mi tymi or­ga­ni­za­cja­mi, oczy­wi­ście poza To­wa­rzy­stwem Je­zu­so­wym, choć nie­któ­rzy pi­sa­li, że kryp­to­wy­znaw­cy ju­da­izmu prze­nik­nę­li na­wet do władz za­ko­nu. No­ta­be­ne je­zu­ici już od schył­ku XVI wie­ku po­czy­na­jąc, a na ubie­głym stu­le­ciu koń­cząc, sta­ra­li się nie przyj­mo­wać do To­wa­rzy­stwa lu­dzi po­cho­dze­nia ży­dow­skie­go. Dla spi­sko­wej wi­zji dzie­jów „ide­ałem był­by je­zu­ita o wy­raź­nie se­mic­kich ry­sach twa­rzy, no­szą­cy far­tu­szek ma­soń­ski na su­tan­nie…” – za­uwa­ża zło­śli­wie je­den ze współ­cze­snych nam pu­bli­cy­stów1.

Obok hi­sto­ry­ków i dzien­ni­ka­rzy, dzie­ja­mi taj­nych sto­wa­rzy­szeń zaj­mu­ją się z upodo­ba­niem au­to­rzy sen­sa­cyj­nych po­wie­ści, two­rząc na tej kan­wie fa­bu­łę zdol­ną w każ­dej epo­ce przy­kuć uwa­gę czy­tel­ni­ków. Z wy­pie­ka­mi na po­licz­kach czy­ta­ją oni o dzia­ła­ją­cych w pod­zie­miu wszech­po­tęż­nych or­ga­ni­za­cjach, któ­re w dro­dze do celu nie co­fa­ły się przed po­peł­nia­niem naj­strasz­liw­szych zbrod­ni. Pro­wa­dzo­na przy po­mo­cy ta­kich wła­śnie me­tod wal­ka o wła­dzę nad świa­tem sta­no­wi o atrak­cyj­no­ści utwo­ru: świad­czą o tym po­świę­co­ne ma­so­ne­rii, a sta­le wzna­wia­ne rów­nież w Pol­sce, po­wie­ści Alek­san­dra Du­ma­sa (zwłasz­cza Jó­zef Bal­sa­mo), nie­sły­cha­na po­pu­lar­ność, jaką cie­szył się w XIX stu­le­ciu Żyd wiecz­ny tu­łacz Eu­ge­niu­sza Sue (wzno­wio­ny nie­daw­no w Pol­sce), czy wie­lo­na­kła­do­we książ­ki ra­dziec­kich au­to­rów, Wik­to­ra Iwa­no­wa (Sąd­ny dzień) i Iwa­na Szew­co­wa (W imię ojca i syna), mó­wią­ce o an­ty­ro­syj­skim spi­sku ży­do­ma­so­ne­rii.

Po­wieść spi­sko­wa sta­ła się tak zna­nym w li­te­ra­tu­rze ga­tun­kiem, że do­cze­ka­ła się swe­go Don Ki­cho­ta (jak wia­do­mo, ge­nial­ny utwór Ce­rvan­te­sa sta­no­wił pa­ro­dię li­te­ra­tu­ry ry­cer­skiej). Mam tu na my­śli zna­ko­mi­te Lo­chy Wa­ty­ka­nu (1914), w któ­rych An­dré Gide ka­zał po­my­sło­wym oszu­stom czer­pać po­waż­ne ko­rzy­ści fi­nan­so­we z rze­ko­me­go po­rwa­nia Le­ona XII przez ma­so­nów. Ele­men­ty pa­sti­szu oraz pa­ro­dii do­tych­cza­so­wej li­te­ra­tu­ry spi­sko­wej za­wie­ra książ­ka Umber­ta Eco Wa­ha­dło Fo­ucaul­ta (War­sza­wa 1993). Au­tor Imie­nia róży się­gnął w tej po­wie­ści do nie­mal­że wszyst­kich taj­nych sto­wa­rzy­szeń, ugru­po­wań czy sekt, ja­kie mia­ły kie­dy­kol­wiek ist­nieć, z wy­raź­nym roz­ba­wie­niem imi­tu­jąc sze­reg po­my­słów Du­ma­sa czy Sue’go. Obok mię­dzy in­ny­mi tem­pla­riu­szy, ró­żo­krzy­żow­ców oraz ma­so­nów, Eco uwzględ­nił tak­że Pro­to­ko­ły mę­dr­ców Sy­jo­nu (ko­rzy­stał tu z pod­sta­wo­wej mo­no­gra­fii na ich te­mat, jaka wy­szła przed laty spod pió­ra Nor­ma­na Coh­na).

Spi­ski to­wa­rzy­szy­ły dzie­jom po­li­tycz­nym ludz­ko­ści nie­mal od sa­me­go ich po­cząt­ku. I wszyst­ko wska­zu­je na to, że róż­ne­go ro­dza­ju sprzy­się­że­nia będą ist­nieć aż do koń­ca hi­sto­rii na­sze­go glo­bu. „Taj­ne zmo­wy” po­prze­dzi­ły Noc świę­te­go Bar­tło­mie­ja (1572), pod­czas któ­rej do­ko­na­no rze­zi hu­ge­no­tów, i Noc Li­sto­pa­do­wą, za­mach ma­jo­wy Jó­ze­fa Pił­sud­skie­go i wpro­wa­dze­nie sta­nu wo­jen­ne­go w Pol­sce (13 grud­nia 1981 roku). Non­sen­sem by­ło­by ne­go­wa­nie tych fak­tów, po­świad­czo­nych przez licz­ne prze­ka­zy źró­dło­we. By­wa­ły oczy­wi­ście spi­ski wy­my­śla­ne przez dyk­ta­to­rów, któ­rzy w ten spo­sób chcie­li roz­pra­wić się ze swo­imi prze­ciw­ni­ka­mi. Tak wła­śnie po­stą­pił Hi­tler, li­kwi­du­jąc Roh­ma z jego szta­bem (1934), czy Sta­lin, któ­ry po­słał na śmierć nie­mal całą eli­tę par­tyj­ną pod za­rzu­tem, że „te wy­rzut­ki spo­łe­czeń­stwa” już od pierw­szych dni re­wo­lu­cji „na­le­ża­ły do spi­sku prze­ciw Le­ni­no­wi, prze­ciw par­tii, prze­ciw pań­stwu ra­dziec­kie­mu”2.

Pod spi­sko­wą (na­zy­wa­ną tak­że przez nie­któ­rych ba­da­czy agen­tu­ral­ną czy po­li­cyj­ną) wi­zją hi­sto­rii ro­zu­miem więc nie samo zaj­mo­wa­nie się tego ro­dza­ju sprzy­się­że­nia­mi, lecz przy­pi­sy­wa­nie im de­cy­du­ją­ce­go zna­cze­nia. Łą­czy się to za­zwy­czaj z lek­ce­wa­że­niem lub wręcz ne­go­wa­niem in­nych czyn­ni­ków spraw­czych. Po dru­gie, spi­sko­wa wi­zja dzie­jów za­kła­da ist­nie­nie de­mo­nicz­nych or­ga­ni­za­cji dzia­ła­ją­cych po­przez dzie­siąt­ki lat czy na­wet stu­le­cia. W spo­sób nie­sły­cha­nie kon­se­kwent­ny mia­ły­by one re­ali­zo­wać ten sam pro­gram, sfor­mu­ło­wa­ny w taj­nych ra­dach, pro­to­ko­łach czy in­struk­cjach. Przy­ję­cie agen­tu­ral­nej teo­rii dzie­jów czy­ni bez­przed­mio­to­wą i nie­po­trzeb­ną żmud­ną pra­cę hi­sto­ry­ków, sta­ra­ją­cych się usta­lić skom­pli­ko­wa­ne nie­raz przy­czy­ny wy­da­rzeń lub uwa­run­ko­wa­nia pro­ce­su dzie­jo­we­go. Na miej­sce ra­cjo­nal­nie pro­wa­dzo­nych ba­dań wcho­dzi pry­mi­tyw­ne my­śle­nie, sta­no­wią­ce po­nie­kąd swo­istą od­mia­nę ma­gii.

Nic więc dziw­ne­go, że już w XIX wie­ku kry­ty­ko­wa­no po­dob­ny spo­sób pa­trze­nia na dzie­je. Woj­ciech Gut­kow­ski (1775-1826), au­tor jed­nej z pierw­szych na­szych uto­pii (Po­dróż do Ka­lo­pei), pi­sał, iż po­wsta­nia wy­bu­cha­ją wte­dy, „gdy cały na­ród jest znie­chę­co­ny prze­ciw­ko rzą­do­wi”. Da­rem­nie więc oskar­ża się „to­wa­rzy­stwa ta­jem­ne, że knu­ją re­wo­lu­cje, ist­nia­ły te to­wa­rzy­stwa od wie­ków, a re­wo­lu­cjo­ni­stów nie było”3. Rów­nież Jó­zef Igna­cy Kra­szew­ski wy­śmie­wał się z ta­kich, „co się wza­jem stra­szą, sami nie wie­dząc czym; jed­ni skry­tą po­tę­gą Lo­jo­li, dru­dzy ma­so­na­mi i ta­jem­ni­czy­mi spi­ski. […] W śred­nich wie­kach moż­na się było może oba­wiać ta­kich ma­chi­na­cji pod­ziem­nych, dziś są to stra­szy­dła na wró­ble”. A jed­nak agen­tu­ral­na wer­sja hi­sto­rii utrzy­mu­je się w spo­sób za­sta­na­wia­ją­cy swą trwa­ło­ścią oraz in­er­cją, o któ­rej Fer­dy­nand Brau­del na­pi­sał, iż „jest jed­nym z naj­więk­szych rze­mieśl­ni­ków hi­sto­rii”4.

Wy­stę­po­wa­nie zja­wisk hi­sto­rycz­nych, któ­rych przy­czy­ny by­wa­ją trud­ne do zro­zu­mie­nia dla osób im współ­cze­snych, ro­dzi za­po­trze­bo­wa­nie na wy­ja­śnie­nia naj­prost­sze. Po cóż na przy­kład ba­wić się w żmud­ne usta­la­nie po­wo­dów, dla któ­rych do­szło do sztur­mu na Ba­sty­lię czy Pa­łac Zi­mo­wy, sko­ro ła­twiej jest po­wie­dzieć, że za pierw­szym z wy­da­rzeń sta­li ma­so­ni, a dru­gim ste­ro­wa­li Ży­dzi. Zda­niem Eco, każ­de­mu czło­wie­ko­wi jest wła­ści­wa ten­den­cja do­szu­ki­wa­nia się ukry­tych sprę­żyn wszyst­kich zja­wisk. „Syn­drom spi­sku” – pi­sze Le­szek Ko­ła­kow­ski – sta­no­wi swo­isty atry­but ludz­kie­go umy­słu, „zde­ge­ne­ro­wa­ną for­mę men­tal­no­ści nor­mal­nej, po­szu­ku­ją­cej tyl­ko sen­sów wła­ści­wych, nie mno­żą­cej sen­sów nad po­trze­bę”5.

„We­dług tej teo­rii na kształt rze­czy­wi­sto­ści nie mają wpły­wu ta­kie czyn­ni­ki, jak ru­chy spo­łecz­ne i po­li­tycz­ne, oby­cza­je, prą­dy umy­sło­we”6. Przy­ję­cie spi­sko­wej wi­zji dzie­jów zwal­nia lu­dzi od wy­sił­ku umy­sło­we­go; uro­jo­ny wróg wy­stę­pu­je jako ko­zioł ofiar­ny. Lu­dzie nie lu­bią przy­zna­wać się do wła­snych błę­dów: wolą je przy­pi­sy­wać in­nym. Za­miast wi­zji dzie­jów, w któ­rej wie­le wy­da­rzeń bywa re­zul­ta­tem zbie­gu oko­licz­no­ści czy głu­po­ty, o wie­le bar­dziej ku­szą­ce wy­da­je się przy­ję­cie tezy, iż ste­ru­ją nimi ta­jem­ni­cze siły, dzia­ła­ją­ce z peł­ną pre­me­dy­ta­cją. Cał­ko­wi­tą ra­cję ma pod tym wzglę­dem Le­szek Ko­ła­kow­ski, któ­ry przed laty na­pi­sał, iż dla wie­lu lu­dzi ra­cjo­nal­ność hi­sto­rii jest nie do znie­sie­nia, jako pro­wa­dzą­ca do po­czu­cia cał­ko­wi­te­go bez­sen­su ży­cia.

Jest rze­czą oczy­wi­stą, iż hi­sto­ryk nie może uzna­wać spi­sko­wej teo­rii dzie­jów za bu­so­lę swej pra­cy ba­daw­czej. Nie zna­czy to jed­nak, że po­wi­nien za­nie­chać stu­diów nad dzie­ja­mi wszel­kie­go ro­dza­ju spi­sków, tych rze­czy­wi­stych i tych wy­my­ślo­nych. Nie wol­no mu rów­nież po­zo­sta­wiać agen­tu­ral­nej wer­sji hi­sto­rii poza za­się­giem za­in­te­re­so­wań ba­daw­czych. Two­rzy ona bo­wiem bar­dzo waż­ki ele­ment świa­do­mo­ści spo­łecz­nej, któ­ry w wie­lu epo­kach wy­warł jak­że do­nio­sły wpływ na kształ­to­wa­nie ob­ra­zu wro­ga. W kra­jach rzą­dzo­nych przez dyk­ta­to­rów słu­ży on jed­no­cze­niu wo­kół nich zwo­len­ni­ków nie­ubła­ga­nej wal­ki, pro­wa­dzo­nej rów­nież przy po­mo­cy skraj­ne­go ter­ro­ru, z tym wy­ima­gi­no­wa­nym prze­ciw­ni­kiem.

Spi­sko­wa teo­ria dzie­jów, sta­no­wią­ca na­rzę­dzie wie­lo­płasz­czy­zno­wej ma­ni­pu­la­cji, sta­no­wi za­ra­zem je­den z roz­dzia­łów pro­pa­gan­dy po­li­tycz­nej. Twór­cy ko­lej­nych „taj­nych in­struk­cji”, przy­pi­sy­wa­nych kie­row­nic­twu wszech­po­tęż­nych or­ga­ni­za­cji, czer­pa­li peł­ny­mi gar­ścia­mi z dzieł swo­ich po­przed­ni­ków. Naj­więk­szą chy­ba ory­gi­nal­ność wy­ka­zał pod tym wzglę­dem nasz ro­dak, Hie­ro­nim Za­ho­row­ski (ok. 1582-1634), au­tor gło­śne­go w ca­łej Eu­ro­pie pam­fle­tu Po­uf­ne rady To­wa­rzy­stwa Je­zu­so­we­go (Mo­ni­ta pri­va­ta So­cie­ta­tis Iesu, w póź­niej­szych edy­cjach Mo­ni­ta se­cre­ta).


Kariera jednego pamfletu

Za­ho­row­ski zo­stał usu­nię­ty z za­ko­nu (w 1613 roku) z nie­ja­snych dziś dla nas po­wo­dów. Wów­czas to, msz­cząc się na daw­nych kon­fra­trach, uło­żył (sam, czy też, jak są­dzą nie­któ­rzy, we współ­pra­cy ze zna­nym prze­ciw­ni­kiem To­wa­rzy­stwa, księ­ciem Je­rzym Zba­ra­skim) Po­uf­ne rady…, przy­pi­su­ją­ce je­zu­itom żą­dzę opa­no­wa­nia świa­ta (1614). Ten naj­bar­dziej pręż­ny z za­ko­nów dzia­ła­ją­cych w do­bie kontr­re­for­ma­cji był znie­na­wi­dzo­ny nie tyl­ko przez pro­te­stan­tów. Tak­że w wie­lu ko­łach ka­to­lic­kich za­zdrosz­czo­no je­zu­itom suk­ce­sów mi­syj­nych od­no­szo­nych na in­nych kon­ty­nen­tach, jak rów­nież wpły­wów po­li­tycz­nych, ja­kie po­sia­da­li na licz­nych dwo­rach Eu­ro­py.

Wszyst­ko to spra­wi­ło, iż utwór Za­ho­row­skie­go już w XVII stu­le­ciu do­cze­kał się pół set­ki wy­dań, za­rów­no w ła­ciń­skim ory­gi­na­le, jak w tłu­ma­cze­niach na wie­le ję­zy­ków no­wo­żyt­nych. Choć inne pam­fle­ty an­ty­je­zu­ic­kie biły nie­raz na gło­wę jego dzieł­ko za­le­ta­mi sty­lu, barw­no­ścią wy­wo­dów, umie­jęt­nym uka­zy­wa­niem sła­bych stron To­wa­rzy­stwa Je­zu­so­we­go, to jed­nak o utwo­rach tych wie­dzia­no do­brze, iż są pam­fle­ta­mi. Na­to­miast Po­uf­ne rady… dość po­wszech­nie były uwa­ża­ne za au­ten­tyk. Po­słu­szeń­stwo, z ja­kim ucznio­wie św. Igna­ce­go Loy­oli wy­ko­ny­wa­li po­le­ce­nia zwierzch­ni­ków, nie sta­no­wi­ło dla ni­ko­go ta­jem­ni­cy. Stąd rów­nież i wśród ka­to­li­ków nie­chęt­ne za­ko­no­wi oso­by oka­zy­wa­ły się skłon­ne uwie­rzyć, że jego kie­row­nic­two udzie­la swym pod­wład­nym in­struk­cji, któ­re ci skrzęt­nie ukry­wa­ją przed oczy­ma po­stron­nych. Za­ho­row­ski po­tra­fił dość udat­nie (co przy­zna­wa­ła i stro­na ka­to­lic­ka) na­śla­do­wać rze­czy­wi­ste in­struk­cje uło­żo­ne przez ge­ne­ra­ła Klau­diu­sza Akwa­wi­wę. Przy­po­mnij­my, że szla­chec­cy czy­tel­ni­cy Po­uf­nych rad… od stu lat wie­rzy­li w au­ten­tycz­ność tak zwa­nych Rad Kal­li­ma­cho­wych dla kró­la Ol­brach­ta, w któ­rych prze­wrot­ny Włoch po­uczał wład­cę Pol­ski, w jaki spo­sób ma w niej za­pro­wa­dzić ab­so­lu­tyzm (w rze­czy­wi­sto­ści był to pam­flet, spo­rzą­dzo­ny w XVI stu­le­ciu przez któ­re­goś z za­go­rza­łych zwo­len­ni­ków „zło­tej wol­no­ści”). Po­żą­da­ną re­ak­cję wy­wo­ły­wa­ło też chy­trze do Po­uf­nych rad… do­da­ne po­ucze­nie, aby w ra­zie do­sta­nia się ich w nie­po­wo­ła­ne ręce wy­przeć się tych in­struk­cji, prze­ciw­sta­wia­jąc im ofi­cjal­ne za­le­ce­nia władz za­kon­nych.

W XVIII-XX wie­ku licz­ba edy­cji Po­uf­nych rad… wzro­sła do trzy­stu. Był to swo­isty re­kord, któ­ry moż­na tyl­ko po­rów­nać z póź­niej­szą po­pu­lar­no­ścią Pro­to­ko­łów mę­dr­ców Sy­jo­nu. Z tą jed­nak róż­ni­cą, iż te ostat­nie były na ogół dość wier­nie prze­dru­ko­wy­wa­ne za pierw­szym wy­da­niem z roku 1903, gdy tym­cza­sem do ko­lej­nych edy­cji dzieł­ka Za­ho­row­skie­go wpro­wa­dza­no co­raz to nowe po­praw­ki i ak­tu­ali­zu­ją­ce tre­ści. W do­bie Oświe­ce­nia do­da­no klu­czo­wy dla póź­niej­szych wer­sji dzieł­ka roz­dział XVII, w któ­rym czy­ta­my o dą­że­niach je­zu­itów do roz­cią­gnię­cia swej wła­dzy na wszyst­kie pań­stwa po­przez mie­sza­nie się do po­li­ty­ki, roz­nie­ca­nie kłót­ni wśród pa­nu­ją­cych, a na­stęp­nie wy­stę­po­wa­nie w roli me­dia­to­rów itd. W ten spo­sób utwór, w któ­rym Za­ho­row­ski za­ła­twiał rów­nież oso­bi­ste po­ra­chun­ki, stra­cił osta­tecz­nie swój re­gio­nal­ny cha­rak­ter. Wraz z po­wsta­wa­niem ca­ło­ścio­wej wi­zji dzie­jów, obej­mu­ją­cej wszyst­kie kon­ty­nen­ty, dzia­łal­ność tego za­ko­nu na­bie­ra­ła pod pió­rem ko­lej­nych wy­daw­ców co­raz to bar­dziej cech spi­sku wszech­świa­to­we­go. Na­to­miast sprzy­się­że­nia, o ja­kich pi­sa­no w śre­dnio­wie­czu mia­ły za­sięg lo­kal­ny, żeby wy­mie­nić choć­by gło­śny we Fran­cji XIV stu­le­cia „spi­sek trę­do­wa­tych”, czy za­rzu­ty wy­su­wa­ne pod ad­re­sem ży­dow­skich miesz­kań­ców róż­nych miast oraz re­gio­nów. W kon­se­kwen­cji Po­uf­ne rady… sta­ły się jed­nym z ka­mie­ni wę­giel­nych, na któ­rych zbu­do­wa­no póź­niej agen­tu­ral­ną wi­zję hi­sto­rii.

Po­pu­lar­ność Mo­ni­ta se­cre­ta nie osła­bła na­wet po – przej­ścio­wej zresz­tą – li­kwi­da­cji za­ko­nu je­zu­itów (w 1773 roku). W tek­ście pam­fle­tu znaj­do­wa­no mo­ral­ne uza­sad­nie­nie tej de­cy­zji; sam fakt ka­sa­ty po­słu­żył zaś za źró­dło tak czę­sto w XIX wie­ku po­wta­rza­nych opo­wie­ści, iż Po­uf­ne rady… zo­sta­ły zna­le­zio­ne w jed­nym z li­kwi­do­wa­nych ar­chi­wów za­kon­nych (za­zwy­czaj wy­mie­nia­no tu ko­le­gium w Bruk­se­li). W XIX i XX wie­ku każ­da ko­lej­na fala an­ty­kle­ry­ka­li­zmu przy­no­si­ła nowe wy­da­nie tego dzieł­ka, po­dob­nie zresz­tą jak póź­niej roz­wój an­ty­se­mi­ty­zmu da­wał im­puls do re­edy­cji Pro­to­ko­łów mę­dr­ców Sy­jo­nu. Sko­ro wie­rzo­no w au­ten­tycz­ność Po­uf­nych rad…, nikt nie chciał pa­mię­tać o ich au­to­rze; twór­ca tego be­st­sel­le­ru czy­tel­ni­cze­go po­zo­stał na do­brą spra­wę zna­ny je­dy­nie wą­skie­mu gro­nu ba­da­czy. Choć na prze­ło­mie XIX i XX wie­ku do­wie­dli oni, zda­wa­ło­by się osta­tecz­nie, iż mamy tu do czy­nie­nia z oczy­wi­stym fal­sy­fi­ka­tem, to jed­nak wśród nie­chęt­nych je­zu­itom ba­da­czy ra­dziec­kich jesz­cze przed kil­ku­na­stu laty od­zy­wa­ły się gło­sy w obro­nie au­ten­tycz­no­ści dzieł­ka, któ­re w pier­wot­nej wer­sji na­pi­sał Za­ho­row­ski.

I pod tym wzglę­dem Mo­ni­ta se­cre­ta po­dzie­li­ły los Pro­to­ko­łów mę­dr­ców Sy­jo­nu; zwra­cał na to uwa­gę ar­ty­kuł, ogło­szo­ny 4 mar­ca 1938 roku na ła­mach „Osse­rva­to­re Ro­ma­no”. Zda­niem jego au­to­ra Pro­to­ko­ły… sta­no­wią „god­ną sio­strę” Po­uf­nych rad…, a wia­ra w oba te utwo­ry źle świad­czy o in­te­li­gen­cji czy­tel­ni­ków. Ci jed­nak dość czę­sto po­zo­sta­wa­li nadal pod uro­kiem po­wie­ści po­pu­la­ry­zu­ją­cych spi­sko­wą wer­sję dzie­jów. Na czo­ło wy­su­wa się tu li­te­ra­tu­ra awan­tur­ni­czo-sen­sa­cyj­na, w któ­rym to ga­tun­ku pi­sa­rze fran­cu­scy XIX stu­le­cia (zwłasz­cza Du­mas oraz Sue) do­szli do praw­dzi­we­go mi­strzo­stwa, ro­dząc całe za­stę­py mniej lub bar­dziej uta­len­to­wa­nych na­śla­dow­ców. Po Ta­jem­ni­cach Pa­ry­ża Eu­ge­niu­sza Sue uka­za­ły się Ta­jem­ni­ce Ber­li­na i Pe­ters­bur­ga, Wied­nia i War­sza­wy, Lip­ska i Pesz­tu. Ele­men­ta­mi sen­sa­cji, ta­jem­ni­cą za­gad­ki i zbrod­ni nie gar­dzi­li tacy mi­strzo­wie pió­ra jak Char­les Dic­kens, Fio­dor Do­sto­jew­ski czy Wik­tor Hugo. O ile zaś w ubie­głych stu­le­ciach człon­kom taj­nych sto­wa­rzy­szeń oraz po­spo­li­tym prze­stęp­com pi­sa­rze ka­za­li się zbie­rać gdzieś w od­lud­nych zam­kach, w gro­tach czy pie­cza­rach, to w XIX wie­ku na­stę­pu­je coś, co da­ło­by się okre­ślić jako urba­ni­za­cję wy­obraź­ni li­te­rac­kiej. Te­re­nem groź­nych dla spo­łe­czeń­stwa spo­tkań sta­ją się miej­skie cmen­ta­rze, roz­le­głe ko­ry­ta­rze i lo­chy pod­ziem­ne czy ka­na­ły, żeby przy­po­mnieć choć­by Nędz­ni­ków Wik­to­ra Hugo. Eco zwra­ca uwa­gę, że pod­zie­mie za­czy­na fa­scy­no­wać wie­lu po­wie­ścio­pi­sa­rzy; tam wła­śnie miał dzia­łać Fan­to­mas oraz licz­ni bo­ha­te­ro­wie ksią­żek Ju­les’a Ver­ne’a. W pod­ziem­nych lo­chach mie­li rze­ko­mo tor­tu­ro­wać swo­je ofia­ry szes­na­sto­wiecz­ni je­zu­ici wi­leń­scy (por. po­wieść W. S. So­łow­jo­wa Kniaż­na Ostroż­ska­ja, Mo­skwa 1876, ko­lej­ne wzno­wie­nie 1994).

Fran­cu­scy hi­sto­ry­cy li­te­ra­tu­ry twier­dzą, iż Alek­san­der Du­mas wła­śnie pod wpły­wem Po­uf­nych rad… prze­kształ­cił w po­pu­lar­nej, sta­le u nas wzna­wia­nej po­wie­ści Wi­ceh­ra­bia de Bra­ge­lon­ne, jed­ne­go z trzech musz­kie­te­rów w ge­ne­ra­ła za­ko­nu je­zu­itów. Ara­mis zy­sku­je dzię­ki temu ol­brzy­mią wła­dzę, po­zwa­la­ją­cą mu za­mie­nić Lu­dwi­ka XIV na jego bra­ta bliź­nia­ka, osa­dzo­ne­go w Ba­sty­lii, skąd uwal­nia kró­la do­pie­ro d’Ar­ta­gnan. Sce­na roz­mo­wy Ara­mi­sa naj­pierw z umie­ra­ją­cym po­przed­ni­kiem, a na­stęp­nie z le­ka­rzem, któ­ry go otruł na po­le­ce­nie „Wiel­kiej Rady”, sta­no­wi osąd za­rów­no mo­ral­no­ści, jak wszech­mo­cy je­zu­itów w du­chu w peł­ni od­po­wia­da­ją­cym pam­fle­to­wi Za­ho­row­skie­go.

Na Mo­ni­ta se­cre­ta po­wo­łu­je się rów­nież Eu­ge­niusz SueŻy­dzie wiecz­nym tu­ła­czu. Te­ma­tem tej gło­śnej po­wie­ści, któ­rej pol­skie tłu­ma­cze­nie uka­za­ło się w rok po jej pa­ry­skim wy­da­niu (1844), jest bez­par­do­no­wa wal­ka o spa­dek, jaką mie­li sto­czyć je­zu­ici z człon­ka­mi ro­dzi­ny Ren­nen­pon­tów. Już w 1851 roku war­szaw­ski dzien­ni­karz i be­le­try­sta, An­to­ni Wie­niar­ski, prze­niósł Żyda wiecz­ne­go tu­ła­cza na grunt pol­ski. W jego książ­ce Wy­so­kie w XVII wie­ku, czy­li aria­nie w Pol­sce je­zu­ici zo­sta­li za­stą­pie­ni przez an­ty­try­ni­ta­rzy (so­cy­nian), któ­rzy w na­szej po­wie­ści hi­sto­rycz­nej ubie­głe­go stu­le­cia mie­li jak naj­gor­szą opi­nię.


Wiara we wszechpotęgę masonerii

Suk­ce­som dzieł­ka Za­ho­row­skie­go nie­wie­le za­szko­dzi­ła kon­ku­ren­cja, jaką w na­stęp­nych stu­le­ciach za­czę­ły dla tego pam fle­tu sta­no­wić opo­wie­ści o wszech­po­tę­dze in­nych taj­nych sto­wa­rzy­szeń, i tych rze­czy­wi­stych i tych ist­nie­ją­cych je­dy­nie w buj­nej wy­obraź­ni po­wie­ścio­pi­sa­rzy. Na czo­ło wy­su­nę­ło się tu nie­wąt­pli­wie wol­no­mu­lar­stwo; po­wsta­łe w pierw­szej po­ło­wie XVIII stu­le­cia ry­chło zy­ska­ło wie­lu zwo­len­ni­ków, przede wszyst­kim wśród eli­ty in­te­lek­tu­al­nej eu­ro­pej­skie­go Oświe­ce­nia. Choć Ko­ściół był mu prze­ciw­ny, to jed­nak w lo­żach ma­soń­skich zna­leź­li się tak­że licz­ni księ­ża, z nie­któ­ry­mi bi­sku­pa­mi włącz­nie. Ta­jem­ni­ca, jaką okry­wa­ły one swą dzia­łal­ność, stwa­rza­ła po­dat­ny grunt do snu­cia naj­bar­dziej fan­ta­stycz­nych do­my­słów na te­mat za­się­gu wpły­wów i wła­dzy tego sto­wa­rzy­sze­nia. Nie bra­no przy tym pod uwa­gę fak­tu, iż ma­so­ne­ria sta­no­wi­ła ra­czej for­mę dzia­ła­nia na pół kon­spi­ra­cyj­nej or­ga­ni­za­cji niż sto­wa­rzy­sze­nie pod­po­rząd­ko­wa­ne jed­no­li­te­mu kie­row­nic­twu. Po­szcze­gól­ne loże pro­wa­dzi­ły nie­raz ze sobą ostrą wal­kę, co in­ne­go uwa­ża­jąc za głów­ny cel dzia­łal­no­ści. W jed­nych na plan pierw­szy wy­su­wa­ła się więc prze­bu­do­wa spo­łe­czeń­stwa w du­chu hu­ma­ni­ta­ry­zmu, w in­nych dą­że­nie do od­zy­ska­nia nie­pod­le­gło­ści (wspo­mnia­ne już wol­no­mu­lar­stwo na­ro­do­we w Pol­sce). We Fran­cji doby Wiel­kiej Re­wo­lu­cji, loże w więk­szo­ści opo­wie­dzia­ły się za mo­nar­chią kon­sty­tu­cyj­ną. Stop­nio­wo znacz­na część za­wie­si­ła swą dzia­łal­ność, po­nie­waż ich człon­ko­wie, na­le­żą­cy do szlach­ty oraz wiel­kiej bur­żu­azji, uda­li się na emi­gra­cję. Ksią­żę Fi­lip Or­le­ań­ski, te­raz Fi­lip Ega­li­té i czło­nek klu­bu ja­ko­bi­nów, „od­mó­wił dal­sze­go udzia­łu w pra­cach Wiel­kie­go Wscho­du, któ­re­mu prze­wod­ni­czył”7.

Po­mi­mo że wła­dze re­wo­lu­cyj­ne po­dej­rze­wa­ły loże o ro­ja­lizm, a na gi­lo­ty­nie stra­ci­ły gło­wę dzie­siąt­ki ich ary­sto­kra­tycz­nych człon­ków, to już w cza­sie trwa­nia re­wo­lu­cji po­ja­wi­ły się książ­ki przy­pi­su­ją­ce jej wy­buch dzia­łal­no­ści fran­cu­skie­go wol­no­mu­lar­stwa. Ono też mia­ło in­spi­ro­wać ja­ko­biń­ski ter­ror, któ­ry do­pro­wa­dził do eg­ze­ku­cji sa­mej pary kró­lew­skiej (no­ta­be­ne za­rów­no Lu­dwik XVI, jak i jego bra­cia byli człon­ka­mi lóż ma­soń­skich). Do upo­wszech­nie­nia tej tezy przy­czy­ni­ło się wal­nie wy­da­ne w 1797 roku pię­cio­to­mo­we dzie­ło księ­dza Au­gu­sty­na Bar­ru­ela Mémo­ire pour se­rvir a l’hi­sto­ire du Ja­co­bi­ni­sme (wzno­wie­nie 1973). Dość ry­chło zo­sta­ło prze­ło­żo­ne na an­giel­ski, pol­ski (tyl­ko we frag­men­tach), wło­ski, hisz­pań­ski i ro­syj­ski, co zresz­tą uczy­ni­ło z au­to­ra bo­ga­te­go czło­wie­ka. Wy­ko­rzy­stu­jąc fakt, iż nie­któ­re loże ma­soń­skie, chcąc do­dać so­bie splen­do­ru, przy­zna­wa­ły się do po­cho­dze­nia od tem­pla­riu­szy, Bar­ru­el twier­dził, iż człon­ko­wie tego za­ko­nu po śmier­ci na sto­sie wiel­kie­go mi­strza (1314) za­wią­za­li taj­ne sprzy­się­że­nie sta­wia­ją­ce so­bie za cel oba­le­nie mo­nar­chii i Ko­ścio­ła. W XVIII stu­le­ciu mia­ło ono przy­jąć or­ga­ni­za­cyj­ną for­mę ma­so­ne­rii; od cza­sów Bar­ru­ela wi­zja wol­no­mu­lar­stwa jako swo­istej „mię­dzy­na­ro­dów­ki sza­ta­na”, wszech­obec­nej i wszech­po­tęż­nej, za­czy­na się utrwa­lać w pro­pa­gan­dzie kon­ser­wa­tyw­nej, sze­rzo­nej w znacz­nym stop­niu przez du­cho­wień­stwo ka­to­lic­kie. Z cza­sem do wy­wo­dów Bar­ru­ela do­da­no tezę, iż tem­pla­riu­sze (a póź­niej ma­so­ni) pod­le­ga­li cen­tral­ne­mu kie­row­nic­twu („su­per­rzą­do­wi”), bez któ­re­go nie mo­gli­by prze­cież tak dłu­go prze­trwać.

W Pol­sce pro­pa­gan­dę an­ty­ma­soń­ską upra­wiał ksiądz Ka­rol Su­ro­wiec­ki, je­den z naj­bar­dziej kon­ser­wa­tyw­nych war­szaw­skich ka­zno­dzie­jów, tłu­macz książ­ki Bar­ru­ela (Ber­dy­czów 1812) oraz wie­lu in­nych drucz­ków an­ty­ma­soń­skich. Pięt­no­wa­ły one „bra­ci se­kret­nych”, któ­rzy „spik­nę­li się na zbu­rze­nie sta­re­go a zbu­do­wa­nie no­we­go świa­ta”. W wy­da­nych ano­ni­mo­wo Tra­gicz­nych śpie­wach ma­soń­skich ksiądz Su­ro­wiec­ki wska­zy­wał na „czyn­ny udział wol­no­mu­lar­stwa w przy­go­to­wa­niu re­wo­lu­cji fran­cu­skiej”. W od­po­wie­dzi ma­so­ni wy­da­li List ra­bi­na li­zboń­skie­go do ra­bi­na brze­skie­go (1817), przed­sta­wia­ją­cy wol­no­mu­lar­stwo jako dal­szy ciąg taj­nych sto­wa­rzy­szeń, utwo­rzo­nych przez Ży­dów jesz­cze w nie­wo­li ba­bi­loń­skiej. Dzię­ki temu au­tor Li­stu… (był nim ksiądz M. Dłu­ski) stał się – wbrew wła­snym in­ten­cjom – „jed­nym z naj­wcze­śniej­szych współ­twór­ców” Pro­to­ko­łów mę­dr­ców Sy­jo­nu8.

W pro­pa­gan­dzie an­ty­ma­soń­skiej dość ry­chło do­cho­dzą do gło­su wy­raź­ne ak­cen­ty an­ty­se­mic­kie. Tu na­le­ża­ło­by od razu za­zna­czyć, iż czym in­nym był an­ty­ju­da­izm, to­wa­rzy­szą­cy przez wie­le wie­ków tak­że i są­siedz­twu pol­sko-ży­dow­skie­mu, czym in­nym zaś an­ty­se­mi­tyzm. An­ty­ju­da­izm to nie­chęć lub na­wet wro­gość wo­bec Ży­dów, wy­wo­ła­na ob­co­ścią ich re­li­gii i oby­cza­jów, jak rów­nież kon­ku­ren­cją go­spo­dar­czą. To­wa­rzy­szy­ło temu wy­śmie­wa­nie się z ich spo­so­bu by­cia czy mowy, w su­mie jed­nak nie tak bar­dzo róż­nią­ce się od sto­sun­ku do in­nych, nie­po­lskich grup et­nicz­nych. „Nie ma Niem­ca, któ­re­go by go­rzej od Ży­dów nie trak­to­wa­li” – skar­żył się z nie­ja­ką zresz­tą prze­sa­dą w po­cząt­kach XVI stu­le­cia na kra­kow­skich miesz­czan nie­miec­ki hu­ma­ni­sta, Ru­dolf Agri­co­la młod­szy.

W szla­chec­kiej Rze­czy­po­spo­li­tej ko­goś, kto prze­cho­dził z ju­da­izmu na chrze­ści­jań­stwo, prze­sta­wa­no uwa­żać za Żyda (na Li­twie było to na­wet przez pe­wien czas pre­mio­wa­ne szla­chec­twem). Nie­kie­dy ślad tego po­zo­sta­wał w na­zwi­sku, typu na przy­kład Ży­dow­ski, któ­re­go no­si­cie­le by­wa­li obiek­tem iro­nicz­nych przy­ty­ków. Ale po­dob­ne zgryź­li­we uwa­gi mu­sie­li prze­cież zno­sić i świe­żo uszlach­ce­ni ple­be­ju­sze. An­ty­ju­da­izm prze­trwał w Pol­sce, zwłasz­cza w ma­łych mia­stecz­kach, aż do cza­sów II woj­ny świa­to­wej. Do­pie­ro mniej wię­cej od schył­ku XIX stu­le­cia za­czął się obok nie­go rów­no­le­gle wy­twa­rzać an­ty­se­mi­tyzm opar­ty na prze­ko­na­niu o ra­so­wej ob­co­ści Żyda oraz za­gro­że­niu, ja­kie ona stwa­rza.

Zwo­len­nik tra­dy­cyj­ne­go an­ty­ju­da­izmu uzna współ­ży­cie w jed­nym mie­ście czy mia­stecz­ku z Ży­dem za do­pusz­czal­ne, acz­kol­wiek w pew­nych oko­licz­no­ściach uciąż­li­we. Na ogół też bę­dzie po­pie­rał po­stu­la­ty asy­mi­la­cji tej gru­py et­nicz­nej. Na­to­miast dla an­ty­se­mi­ty Żyd za­wsze po­zo­sta­nie Ży­dem; nie po­mo­że mu zmia­na wy­zna­nia ani sil­ne ak­cen­to­wa­nie po­czu­cia przy­na­leż­no­ści do no­wej wspól­no­ty, ani wresz­cie istot­ny wkład do kul­tu­ry na­ro­do­wej. Pol­ski an­ty­se­mi­ta bę­dzie dum­ny z asy­mi­la­cji Niem­ców, Ro­sjan, Fran­cu­zów czy Wło­chów. Na­to­miast ana­lo­gicz­ne pro­ce­sy za­cho­dzą­ce u Ży­dów uzna za ma­newr po­zor­ny, ma­ją­cy na celu za­szko­dze­nie tej kul­tu­rze od we­wnątrz. An­ty­se­mi­tyzm wią­że się więc nie­ro­ze­rwal­nie z wia­rą w spi­sko­wą teo­rię dzie­jów, z dru­giej zaś stro­ny z ra­si­zmem.

Za­nim jesz­cze za­czę­to pi­sać o sprzy­się­że­niu mę­dr­ców Sy­jo­nu, w świa­do­mo­ści chrze­ści­jan ist­niał już ob­raz ży­dow­skie­go san­he­dry­nu, któ­ry przed wie­ka­mi ska­zał był na śmierć Boga-Czło­wie­ka. W śre­dnio­wie­czu do­szły do tego po­gło­ski o ist­nie­niu taj­nej rady ra­bi­nów, po­sia­da­ją­cej głów­ną sie­dzi­bę w oku­po­wa­nej przez wy­znaw­ców is­la­mu Hisz­pa­nii. Stam­tąd mie­li oni kie­ro­wać pod­ziem­ną wal­ką prze­ciw­ko wy­znaw­com chrze­ści­jań­stwa, któ­rej prze­ja­wa­mi były mor­dy ry­tu­al­ne i pro­fa­na­cje ho­stii. Oskar­że­nia na tym tle do­pro­wa­dzi­ły do wie­lu pro­ce­sów, koń­czą­cych się nie­raz śmier­cią oskar­ża­nych w nich Ży­dów. Choć już w XVII wie­ku uka­zy­wa­no mę­dr­ców ży­dow­skich spi­sku­ją­cych prze­ciw­ko wie­rze chrze­ści­jań­skiej (jak to wi­dzi­my mię­dzy in­ny­mi na jed­nym z ma­lo­wi­deł w kruż­gan­kach klasz­to­ru oj­ców do­mi­ni­ka­nów w Ja­no­wie Pod­la­skim), to jed­nak nikt nie po­ma­wiał ich jesz­cze o chęć za­pa­no­wa­nia nad świa­tem.

Sta­le od­by­wa­ją­ce się w szla­chec­kiej Rze­czy­po­spo­li­tej sej­my ży­dow­skie czte­rech pro­win­cji (tak zwa­ne wa­ady) ucho­dzi­ły uwa­gi opi­nii szla­chec­kiej, któ­ra naj­wi­docz­niej nie wi­dzia­ła w tych zgro­ma­dze­niach spo­tkań groź­nych dla chrze­ści­jan. Kie­dy jed­nak Na­po­le­on zwo­ła­ne w 1806 roku do Pa­ry­ża zgro­ma­dze­nie ży­dow­skich ra­bi­nów i uczo­nych na­zwał „wiel­kim san­he­dry­nem”, obu­dzi­ło to po­dej­rze­nia, iż jest on taj­nym rzą­dem, któ­ry ist­niał od wie­ków, sta­le dzia­ła­jąc na szko­dę świa­ta, i do­pie­ro te­raz się ujaw­nił. O de­mo­nicz­nej kon­spi­ra­cji wszech­po­tęż­ne­go ży­do­stwa, któ­rym kie­ru­je „fi­lo­zo­fski san­he­dryn”, czy­ta­my już w prze­kła­dzie wspo­mnia­nej książ­ki Bar­ru­ela.

Zmar­ły w 1820 roku au­tor, pod ko­niec ży­cia roz­bu­do­wał jesz­cze swą teo­rię świa­to­we­go spi­sku: gę­stą sie­cią lóż ma­soń­skich, któ­rych wpły­wy mia­ły do­cie­rać do naj­mniej­szych na­wet za­kąt­ków, kie­ro­wa­ła rze­ko­mo naj­wyż­sza rada, zło­żo­na z dwu­dzie­stu je­den człon­ków, wśród któ­rych nie mniej niż dzie­wię­ciu sta­no­wi­li Ży­dzi. Bar­ru­el ob­da­rzył ją tymi sa­my­mi wła­ści­wo­ścia­mi, ja­kie póź­niej przy­pi­sy­wa­no mę­dr­com Sy­jo­nu: ta­len­ty or­ga­ni­za­cyj­ne oraz ol­brzy­mie wpły­wy rada mia­ła łą­czyć ze zdol­no­ścią do cał­ko­wi­tej kon­spi­ra­cji wo­bec spo­łe­czeństw za­chod­niej Eu­ro­py, nie­świa­do­mych zło­wro­giej roli, któ­rą or­ga­ni­za­cja od­gry­wa, oraz po­tę­gi, jaką po­sia­da. W świa­to­wy spi­sek Ży­dów prze­ciw­ko chrze­ści­jań­stwu wie­rzył „pa­pież” fran­cu­skich kon­ser­wa­ty­stów Jo­seph Ma­rie de Ma­istre (1753-1821), za­go­rza­ły zwo­len­nik pod­po­rząd­ko­wa­nia wła­dzy świec­kiej du­cho­we­mu władz­twu Rzy­mu.

Sko­ro ist­niał spi­sek, to jego przy­wód­cy mu­sie­li się gdzieś po­ta­jem­nie zbie­rać. Dość po­wszech­nie, zwłasz­cza w li­te­ra­tu­rze po­świę­co­nej „pre­hi­sto­rii” Pro­to­ko­łów mę­dr­ców Sy­jo­nu, przyj­mu­je się, iż pierw­sze ta­kie ze­bra­nie opi­sał dzien­ni­karz nie­miec­ki, Her­man Go­ed­sche, au­tor sen­sa­cyj­nych po­wie­ści, wy­da­wa­nych pod pseu­do­ni­mem sir John Retc­lif­fe. W jed­nej z nich, za­ty­tu­ło­wa­nej Biar­ritz (Ber­lin 1868), za­mie­ścił opis ta­kie­go spo­tka­nia, ja­kie san­he­dryn miał co sto lat od­by­wać na ży­dow­skim cmen­ta­rzu w Pra­dze cze­skiej. Na­le­ży wszak­że przy­po­mnieć, że o trzy­dzie­ści lat wcze­śniej uka­za­ła się Nie­bo­ska ko­me­dia Zyg­mun­ta Kra­siń­skie­go (Pa­ryż 1835), w któ­rej „prze­chrzty” od­gry­wa­ją rolę in­spi­ra­to­rów opi­sa­nej w dra­ma­cie re­wo­lu­cji.

Zgro­ma­dze­ni wo­kół Tal­mu­du, z jego kart czer­pią nie­na­wiść do chrze­ści­jań­stwa, któ­re­mu przy­się­ga­ją za­gła­dę. „Chó­ro­wi prze­chrztów” po­eta każe po­wo­ły­wać się na Je­ho­wę: on to „nami gdy­by splo­ta­mi nie­zmier­nej ga­dzi­ny, oplótł świat czci­cie­lów Krzy­ża, pa­nów na­szych, dum­nych, głu­pich, nie­pi­śmien­nych” (to jest nie­zna­ją­cych ksiąg praw­dzi­wej wia­ry). Osta­tecz­ny try­umf kie­ro­wa­nej przez Pan­kra­ce­go re­wo­lu­cji to za­ra­zem zwy­cię­stwo owe­go spi­sku. „Chwil kil­ka jesz­cze, jadu żmii kro­pel kil­ka jesz­cze – a świat nasz, o bra­cia moi”.

Jak wy­ni­ka z ko­re­spon­den­cji au­to­ra dra­ma­tu z Au­gu­stem Ciesz­kow­skim, Zyg­munt Kra­siń­ski wie­rzył w ist­nie­nie ta­kiej wła­śnie kon­spi­ra­cji. Jego zda­niem Ży­dzi za­wsze knu­li ohyd­ne spi­ski, zwłasz­cza prze­ciw­ko chrze­ści­jań­skie­mu świa­tu. „Moja sce­na o prze­chrztach nie taka ba­jecz­na. Wie­le praw­dy w niej” – pi­sał po­eta w lip­cu 1848 roku9. W prze­ko­na­niu tym utwier­dzi­ła go książ­ka Jana Czyń­skie­go, wy­da­na w 1833 roku po fran­cu­sku (w Pa­ry­żu), w któ­rej au­tor do­wo­dzi, iż Ży­dzi, po­dob­nie jak wszyst­kie war­stwy upo­śle­dzo­ne, są na­tu­ral­ny­mi sprzy­mie­rzeń­ca­mi wszel­kich re­wo­lu­cji. War­to do­dać, iż nie­chęt­ne tej gru­pie et­nicz­nej sta­no­wi­sko zaj­mo­wał oj­ciec Zyg­mun­ta, Win­cen­ty Kra­siń­ski, któ­ry jesz­cze przed wy­bu­chem po­wsta­nia li­sto­pa­do­we­go do­ma­gał się ogra­ni­cze­nia praw pu­blicz­nych Ży­dów.

An­giel­ski prze­kład Nie­bo­skiej ko­me­dii uka­zał się w 1923 roku, w chwi­li gdy trwa­ły spo­ry na te­mat au­ten­tycz­no­ści Pro­to­ko­łów mę­dr­ców Sy­jo­nu. Wspo­mi­na o nich przed­mo­wa, któ­rą po­prze­dził to dzie­ło Gil­bert K. Che­ster­ton. Gło­śny pi­sarz an­giel­ski, zna­ny ze swych kon­ser­wa­tyw­nych po­glą­dów, pod­kre­śla, iż Kra­siń­ski pla­ny re­wo­lu­cji każe snuć „w ja­kimś se­kret­nym san­he­dry­nie, gdzie ci Ży­dzi ukła­da­ją plan znisz­cze­nia na­szej spo­łecz­no­ści w ta­kich sa­mych pra­wie ści­śle sło­wach, ja­kie póź­niej przy­pi­sy­wa­no mę­dr­com Sy­jo­nu”. Che­ster­ton pi­sze, że dla prze­cięt­ne­go An­gli­ka jest to no­wość, gdyż do­pie­ro przed kil­ko­ma laty ga­ze­ty za­czę­ły na­po­my­kać o ich Pro­to­ko­łach. Po­ja­wie­nie się tego mo­ty­wu już w utwo­rze wy­da­nym w 1835 roku na­le­ży więc uznać za rzecz „praw­dzi­wie re­we­la­cyj­ną. Prze­cież w Re­wo­lu­cji Fran­cu­skiej nie było mowy o se­mi­ty­zmie ani o an­ty­se­mi­ty­zmie. […] Kra­siń­ski mu­siał spo­strzec ten ele­ment bol­sze­wi­zmu, czy to dla­te­go, że we wschod­niej Eu­ro­pie był on zu­peł­nie oczy­wi­sty na­wet już wte­dy, czy też dla­te­go, że był to czło­wiek nie­zwy­kle prze­ni­kli­wy i prze­wi­du­ją­cy”10.

Aby przeczytać tę książkę w całości, kup ją w księgarni www.legimi.com.