Książka ebook Zielnik pierwszej pomocy  Hanna Świątkowska Wydawnictwo e-bookowo

Zielnik pierwszej pomocy (ebook)

Autor:

Hanna Świątkowska

Cena: 18,15 zł
+18 pkt (kup za 9,08 zł)
Dodaj do koszyka Pobierz fragment Wydawnictwo: Wydawnictwo e-bookowo Dostawca: NetPress Digital Kategoria: Poradniki Język: polski Format: EPUB (DRM) (do pobrania na e-czytnik, smartfon, tablet lub komputer)

Poradnik Zielnik pierwszej pomocy nie wyczerpuje oczywiście całej wiedzy, jaką gromadzę od lat, także podczas spotkań  z ludźmi. Jest natomiast  próbą częściowej odpowiedzi na częste pytania uczestników tych spotkań o możliwość nabycia książek o takiej tematyce. Jest też sposobem na to, by zachęcić do poszukiwań, podpowiedzieć jak w najprostszy sposób, np podczas wakacji, wykorzystać potencjał roślin. Obecnych wszakże wszędzie - na łące, w lesie, na polach i ugorach, ale także w sadach, ogrodach itp. Chciałabym w przystępny sposób wskazać wartość naturalnego "laboratorium", dostępnego każdemu. Moja praca dała mi szerokie pojęcie o tym, czego ludzie NIE wiedzą na temat otaczającej ich przyrody. Zawarłam tu proste porady, jakie rośliny warto znać, aby móc zastosować je natychmiast, doraźnie.

W sytuacjach awaryjnych, w czasie obozów, wyjazdów, pobytu nad wodą, w lesie - można wykorzystać potencjał Natury. Dotyczy to sytuacji powszednich, jak ukąszenia owadów, oparzenia (w tym słoneczne), stłuczenia, zranienia, bóle np brzucha czy głowy, zatrucia pokarmowe, "skoki" ciśnienia tętniczego i wiele innych. Zanim znajdziemy jakąkolwiek pomoc fachową - można zapobiec pogorszeniu, a  często wręcz uniknąć konieczności leczenia konwencjonalnego! Łatwe i dostępne niemal wszędzie sposoby są wiedzą z pewnością cenną dla takich grup jak np. instruktorzy harcerscy, szkoły survivalu, ludzie odwiedzający agroturystykę (lub ją prowadzący); ale także leśnicy, myśliwi, wędkarze, turyści zwiedzający zakątki dzikiej przyrody, pielgrzymi, nauczyciele "zielonych szkół" itp. Samo prowadzenie warsztatów siłą rzeczy nie nasyci tak ogromnego rynku. Ważnym elementem takiego kompendium jest także podnoszenie świadomości o własnych, naturalnych wszak korzeniach człowieka - szczególnie wśród młodych czytelników. Umiejętność postrzegania i wykorzystania potencjału Natury pomaga w opanowaniu zmory dzisiejszych społeczeństw, jaką są stresy, lęki, fobie, a w prostej konsekwencji - choroby cywilizacyjne. Znajdują się tu oczywiście także i takie sposoby stosowania roślin, które, mimo, że znane powszechnie, znajdujące się w wielu starszych i nowszych publikacjach, nie są zbyt często wykorzystywane. A szkoda. Wszystkie metody, przepisy i zalecenia, jakie w publikacji zamieszczam, są sprawdzone. Zawsze przeze mnie osobiście - a często także dzięki doświadczeniu przodków. Oraz osób, którym ową wiedzę przekazałam.

 

FRAGMENT:

Każdy, kto kiedykolwiek był na łące, nad rzeką lub w lesie, zna problemy, jakie stwarzają wszechobecne owady. Latające chmary komarów i muszek potrafią być bardzo uciążliwe. Sporo też narosło od kilku lat obaw przed kleszczami. Błonkówki, czyli pszczoły, osy, trzmiele i szerszenie są zawsze obecne wśród roślin, szczególnie kwitnących. Jeżeli czują się zagrożone, żądlą. Bolesne i często wywołujące mocną reakcję bywają ukłucia i ugryzienia komarów i much, w tym gzów, zwanych czasem bąkami. To samo miano często odnosi się  do trzmiela, którego rozmiary i niskie brzęczenie wywołują lęk. Niesłusznie, ponieważ jad trzmiela jest bardzo słaby, a co za tym idzie  raczej niegroźny dla człowieka! Z wyjątkiem osób uczulonych na jad błonkówek. W A Ż N E! Uczulenie na jad owadów nie jest bardzo powszechne, ale jednak części z nas dotyczy.  Warto wiedzieć o takim swoim lub najbliższych problemie, ponieważ dla alergików użądlenia mogą być autentycznie groźne. Osoby o skłonnościach uczuleniowych powinny  k o n i e c z n i e mieć przy sobie wapno, w postaci tabletek lub tabletek musujących. Najlepiej zaś profilaktycznie zażyć co dzień przynajmniej jedną dawkę. W razie użądlenia, niezależnie od objawów, usunąć ewentualnie pozostawione żądło!, ochładzać organizm (poprzez ssanie lodu, zimne kompresy, zimną wodę do picia), warto też  possać łyżeczkę soli, szczególnie jeżeli użądlenie nastąpiło  w okolicy szyi, głowy lub barków.  Jak sobie radzić z kłopotliwymi owadami? Zapobieganie ich natarczywości nie jest łatwe. Często najlepszym rozwiązaniem jest stosowne ubranie. Jakie? Długie spodnie (spódnice), długie rękawy (w razie upału można podwinąć), szale, chusty, kapelusze na głowę, wszystko w kolorach nie zwracających uwagi owadów. Kolory przez nie najlepiej postrzegane to biały, żółty i niebieski; najrozsądniej zaś całkiem zrezygnować z kolorów jasnych  i jaskrawych. Drugą metodą jest stosowanie zapachów, owadom niemiłych. Na takiej właśnie zasadzie działają wszystkie odstraszające owady kupne środki. Rezygnujemy zatem z mocno, słodko pachnących kosmetyków (w tym dezodorantów, mydeł, szamponów itp.) W zamian wykorzystujemy zapach niektórych roślin, o działaniu odstraszającym. Najpopularniejsze z nich to wrotycz, bylica piołun, marzanka wonna, liście tataraku. Owady nie lubią także zapachu żywic. Bardzo skuteczny środek stanowią jaskry, szczególnie ich części podziemne. Mocne wyciągi lub sok  z tych roślin można przygotować na zapas  i stosować do nacierania skóry.  Można także wykorzystać nasączoną chusteczkę (szmatkę), albo wręcz części ubrania. Wieczorami zlatujące się do ognisk owady płoszymy dymem, najlepiej z żywicznego drewna i suchych lub świeżych pędów wspomnianych roślin. W sytuacji, kiedy dojdzie do użądlenia błonkówek, ukłuć much albo komarów, łagodzimy bolesne miejsca przykładając rozgniecione liście babki szerokolistnej, podbiału, czosnku niedźwiedziego, plastry lub sok z cebuli. Kojąco podziała także napar z rumianku, lipy, ślazu, nagietka lub mięty. Pamiętamy o zażyciu wapna!

Uwaga: poniższy fragment to uproszczony podgląd tekstowy tego ebooka; aby zobaczyć jego skład, pobierz darmowy fragment w formacie EPUB.

Spis treści






Hanna Świątkowska

Zielnik pierwszej pomocy

czyli jak sobie radzić w nagłych przypadkach wśród pół, łąk i lasów

eBookowo

Wydanie I 2010


© Copyright by Hanna Świątkowska & e-bookowo 2010 

Grafika i projekt okładki: Hanna Świątkowska


ISBN 978-83-61184-87-4




Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo
www.e-bookowo.pl
Kontakt: wydawnictwo@e-bookowo.pl




Wszelkie prawa zastrzeżone.

Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości bez zgody wydawcy zabronione

Wydanie I 2010

Konwersja: Nexto Digital Services





TYTUŁEM WSTĘPU




Świat roślin stanowi nieodłączną część ludzkiego życia. Tak integralną jak choćby powietrze, którym oddychamy. Dostępne i życiodajne zresztą właśnie dzięki roślinom i ich unikalnej zdolności odnawiania zasobów tlenu... Rośliny stanowią nasze pożywienie. Wypełniają naszą codzienność. Zazwyczaj w dużym stopniu ją kształtują. Dostarczają całej gamy wrażeń zmysłowych – formą, barwą, wonią. Bywają natchnieniem, uosobieniem piękna i delikatności, ale i całkowicie użytkową częścią naszej codzienności. Spotykamy się z nimi całe życie, od dziecięcych zachwytów nad „ślicnym kwiatuskiem", poprzez doświadczenia podniebienia, wzroku, zapachu, aż po zupełnie najczęściej bezmyślne podskubywanie (w zadumie...) liści lub traw w czasie spaceru lub po prostu w drodze do pracy. Nasze współistnienie z nimi bywa twórcze, ale i całkowicie, przerażająco destrukcyjne... Żyjąc wśród roślin i dzięki nim, w gruncie rzeczy nie dostrzegamy ani ich samych, ani ich przeogromnej roli. Są taką oczywistością! Świadomie sięgamy po nie wyłącznie użytkowo – jako po pożywienie, czerpiąc z ich urody, na przykład w postaci okolicznościowych bukietów, dekoracji, doniczek ożywiających nasze domy. Bywają inspiracją dla artystów, wartościowym surowcem dla kucharzy… Ale czy na pewno potrafimy korzystać z nich w pełni? Czy wiemy chociażby jak wyglądają? Nawet przyprawy kuchenne kojarzą się na ogół nie z konkretną rośliną, ale kupioną w sklepie kolorową paczuszką, której zawartości, notabene, tak naprawdę nie znamy...

Jest obecnie – i chwała im za to – coraz większa grupa ludzi przypominająca sobie o ogromnej mocy i możliwościach roślin. Także w zakresie zdrowia. Niestety, takich, którzy na serio wykorzystują tę świadomość jest jeszcze wciąż zbyt mało! Najczęściej ulegamy modzie, sięgając po zasłyszane, odpisane „od sąsiadki" lub utrwalone w rodzinnej tradycji receptury. Co samo w sobie ma sporą wartość, niestety, wykorzystywaną raczej okazjonalnie. Jako urozmaicenie, atrakcję, ciekawostkę kulinarną – zapominając lub zwyczajnie nie wiedząc, że potęga sił Natury wymaga nade wszystko konsekwencji... i czasu! W efekcie często, zniechęceni brakiem natychmiastowych efektów (do których przywykliśmy), odstawiamy ziołowe preparaty na półkę, gdzie spokojnie obrastają kurzem, wracając do szybkich – i wyniszczających – leków „konwencjonalnych". Ano, leków właśnie... Bo trzeba Ci wiedzieć, drogi czytelniku, że przetworów roślinnych oraz preparatów zielarskich lekami nazywać nie powinniśmy! Nie w znaczeniu współczesnym! Natychmiast rodzi się pytanie: dlaczego w takim razie mamy sięgać po nie w celu utrzymania lub przywrócenia zdrowia? Tu może warto uściślić pojęcia – dla uniknięcia nieporozumień. Czymże bowiem jest obecnie lek? To uzyskany mniej lub bardziej sztuczną metodą preparat, który ma za zadanie przejąć na siebie rolę stabilizatora lub regulatora organizmu. Innymi słowy to takie „nagłe zastępstwo" za nasz własny system odporności i samoobrony.

Oczywiście, w przypadkach nagłych i zagrażających życiu, działanie przy pomocy syntetyków jest usprawiedliwione, często konieczne – i chwała ludzkiemu rozumowi, który potrafił takie „pogotowia" stworzyć! Nawiasem mówiąc, głównie z roślin i ich substancji czynnych...

Nie ma natomiast żadnej potrzeby, aby stosować owe zamienniki Natury tam, gdzie w grę wchodzi profilaktyka, stabilizacja, wzmocnienie, a także leczenie chorób przewlekłych. W takich przypadkach można, warto, a w dzisiejszym, zatrutym świecie, wręcz trzeba powracać do tego, co Boże dzieło stworzenia oferuje nam w takiej obfitości! Zawarte w roślinach związki mają bowiem niesłychanie ważną cechę. Zamiast zastępowania funkcji organizmu – pobudzają je. Inaczej mówiąc, współpracują z naszymi komórkami, pomagając im wrócić do normy lub, w zakresie profilaktyki – utrzymać dobrą kondycję.

Ziołolecznictwo to jedna z najstarszych umiejętności człowieka. Nie tylko człowieka zresztą, o czym świadczą liczne przykłady „wybiórczej diety" zwierząt. Ale o ile w ich przypadku działa (o ile nam wiadomo), instynkt, o tyle człowiek tę instynktowną zdolność zaczął wykorzystywać świadomie. Na jakim etapie swego rozwoju – tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Faktem jest, że plejstoceńskie znaleziska dostarczają niezbitych dowodów na stosowanie roślin leczniczych w sposób całkowicie celowy. I to nie tylko w najprostszej postaci. Stosowano mieszanki, preparaty (np. maści), gromadzono rośliny w farmakopee. Trudno mniemać, że przypadkowo. Takie działania dotyczyły zarówno uważanego za bezpośredniego przodka Homo sapiens człowieka z Cro Manion, ale także jego „starszych braci" – np. Neandertalczyków.

W tym ujęciu spokojnie można założyć, że znajomość różnorodnych zastosowań roślin człowiek poniekąd „przyniósł na świat" wraz z umiejętnością kojarzenia faktów, abstrakcyjnego myślenia i innych, uważanych za czysto ludzkie umiejętności. I rozwijał ją „stając się" Człowiekiem!

Nie jest moim celem stworzenie kolejnej publikacji z zakresu ogólnego zielarstwa – powstały i nadal powstają w tym zakresie całe opasłe tomiszcza, a to i tak nigdy nie będzie to cała, gromadzona przez tysiąclecia, wiedza. Spróbuję nieco przybliżyć zapomniany mimo swej wszechobecności świat roślin, wskazując ich dostępność i prostotę zastosowań. Pragnę także podsunąć garść rozwiązań, łatwych i sprawdzonych, umożliwiających lepszą i oby owocną „współpracę" z własnym organizmem. Wskazać, że roślinna „apteczka" zawiera i takie środki, których można użyć jako środki „pierwszej pomocy". Zachęcam też do uzupełniania pomysłów z tej publikacji sposobami przez siebie lub innych wypróbowanymi, które często znamy, a jakoś nam umykają. A szkoda!

Pozostaje, Drogi Czytelniku, życzyć udanych eksperymentów, wspaniałych chwil na łonie Natury, ciekawych doświadczeń oraz coraz większej wrażliwości na wszystko, co nas otacza – a także na siebie samych!








CO TO SĄ ZIOŁA?



Tak zadane pytanie wydaje się absurdalne aż do śmieszności! Jak to – co to są zioła? Każdy wie, że są to rośliny o działaniu leczniczym, stabilizującym. I w gruncie rzeczy, taka odpowiedź jest zupełnie prawidłowa... ale czy pełna? Zasadniczo tak, z jednym „ale". Jakie rośliny obejmujemy tą definicją?

Można założyć, że większość ludzi zapytanych o rośliny lecznicze wymieni przynajmniej kilka gatunków. Zapewne będzie między nimi rumianek, lipa, mięta, dziurawiec, babka, pokrzywa, sosna, mlecz... może jeszcze inne, zapamiętane z dzieciństwa, zasłyszane, takie, o których czytaliśmy. Prawdopodobnie znajdzie się wśród znanych ziół kilka roślin przyprawowych, tak modnych ostatnio (i dobrze!), o których głośno we wszystkich poczytniejszych periodykach. Sporo pomiędzy nimi, mówiąc nawiasem, roślin egzotycznych. Nie umniejszając ich wartości, warto zdać sobie sprawę, że w naszym klimacie także jest z czego wybierać! I że gatunki rodzime, w przeciwieństwie do wyżej wspomnianych, dostępne są wokół nas…

Przecież nawet patrząc choćby na apteczne półki widzimy wręcz zatrzęsienie coraz to nowych ziołowych kompozycji, najczęściej sztucznie przetworzonych, o nazwach mniej lub bardziej podobnych do nazw roślin. A skoro jest ich tak dużo, to czyżby ni z tego ni z owego powstało tyle nowych gatunków? A może nabrały nagle właściwości leczniczych, przez lata całe pozostając sobie zwykłymi chwastami, drzewami, warzywami, ozdobą ogrodów i parapetów?

Niech Cię nie dziwi, Drogi Czytelniku, ani rodzaj wymienionych grup roślin, ani lekka nutka sarkazmu... Nie co innego jak modny popyt na „leki naturalne" skłaniają firmy farmaceutyczne do wyścigu o klienta przez wprowadzanie na rynek owych rewelacyjnych „nowości", które dziesiątkom pokoleń służyły wiernie – i skutecznie. Nowość to, zaiste, niebywała – bez ziołolecznictwa, najstarszej udokumentowanej dziedziny wiedzy, w ogóle nie byłoby medycyny!

Zaś co do tak różnorodnych grup roślin, kwalifikowanych jako zioła... żeby nie być gołosłowną, zaledwie kilka przykładów!

O ziołach – chwastach była już mowa, choć jest ich nieporównanie więcej. Spośród drzew wymieniłam lipę – zróbmy jeszcze miejsce dla czereśni, dębu, kaliny, kruszyny, jałowca, jabłoni, gruszy, kasztanowca, dzikiego bzu... jak widać, wliczam tu również krzewy. Ogród warzywny to źródło kolejnej porcji „ziół" – marchew, pietruszka, seler, buraki, ziemniaki, koper, lubczyk (znany też jako maggi), rzepa, ogórki... można tak długo! No a rośliny ozdobne? Voila! Róża, nagietki, maki, chabry, naparstnica, pierwiosnek, lobelia, ostróżka, konwalia, piwonia, nasturcje, słoneczniki, malwy... Piękny bukiet wychodzi, czyż nie? A zapewniam, że bardzo niekompletny...

Aby przeczytać całą książkę, odwiedź www.legimi.com


Książki podobne do: Zielnik pierwszej pomocy

Ostatnio oglądane książki